30 grudnia 2005

Za chwilę Sylwester. Cezura. Umowny próg czasowy. 
Dla wielu dzień, w którym może się zdarzyć coś ważnego,
w którym zdarzy się coś od dawna oczekiwanego,
nareszcie koniec czegoś,
nadzieja, wiara, wspomnienie tragedii ....a może cudownej nocy poprzedniego sylwestra ....
ktoś przeżyje znów szampańską noc,
ktoś inny spotka miłość swojego życia,
ktoś kogoś zdradzi z kimś,
ktoś z premedytacją upije się do nieprzytomności,
niejedna dziewczyna straci dziewictwo,
ktoś ureguluje z kimś swoje porachunki,
dla kogoś będzie to ostatni dzień stanu wolnego,
komuś skończy się okres uciążliwej umowy kredytowej,
ktoś ostatnie godziny napali się papierosów, bo od 1 stycznia obiecał sobie  ..
ktoś z sylwestra wróci do splądrowanego mieszkania,
ktoś inny ....   
komuś  ....
dla kogoś  ..etc, itd., .
a ja  .. gdy byłem młody i pasjami słuchałem przebojów Radia Luxembourg właśnie w noc 
sylwestrową słuchałem i nagrywałem z radia na zwykłą taśmę magnetofonową super przeboje,
 które wtedy "leciały". Potem, gdy zostałem mężem Bożenki ten dzień spędzałem też w domu,
gdyż sylwester zawsze jest dniem, w którym z najbliższą rodziną obchodzimy moje urodziny.
 Przez kilka ładnych lat - nie wiem może 10, może więcej - zanim usiedliśmy do stołu, to zawsze 
szedłem na godzinę 18-tą do kościoła podziękować Bogu za szczęśliwie przeżyty rok.
            Goście ze zrozumieniem czekali na mój powrót, gdyż msza sylwestrowa najczęściej 
przeciągała się trochę w czasie.
 Dziś - ze względu na ciężki stan zdrowia mojej Bożenki - w mszy takiej już nie uczestniczę.
Trochę brakuje mi tej duchowej refleksji, która w wieczór sylwestrowy ma szczególny charakter.
Brakuje mi tego uroczystego, nastrojowego  rozliczenia się  z Panem Bogiem za wszystko,
 co udało mi się pokonać, zrobić, przeżyć. Choć kameralnie robię to codziennie.

A nie pamiętam, abym kiedyś uczestniczył w zabawie sylwestrowej.
I tak, jak nie zazdroszczę księciu Walii, że nim nie jestem; tak, jak nie zazdroszczę koledze, że kupił 
nowoczesnego Forda Mondeo, tak nikomu nie zazdroszczę uczestnictwa w zabawie sylwestrowej, 
ani żadnej innej, która do niej podobna jest. A propos jeżdżę starym- bo 14- letnim Polonezem - i 
jestem zadowolony, że on jeszcze jeździ, i że ja jeszcze potrafię jeździć.
             W ten szczególny wieczór z przyjemnością czyta się dobrą, zaległą lekturę.
Jak ciekawa, to nawet wystrzały rac nie przeszkadzają:-) Jest jedno "ale", jak urodziny się przeciągają
i w głowie trochę szumi, to wszystko to, co wyżej opisałem, po prostu "bierze w łeb".
           Sylwester. Koniec roku nieparzystego i jeśli nie umrę dziś lub jutro, to jest duże 
prawdopodobieństwo, że pożyje sobie co najmniej jeszcze 1 cały parzysty 2006 rok.
             Bo wg rodowodu, moja linia Mazurkiewiczów umiera w lata nieparzyste; - pradziadek, 
dziadkowie, moi rodzice, bliscy krewni i powinowaci. Można sprawdzić w 
Rodowodzie.

              
Szczęśliwego Nowego Roku 2006
 25 października 2005 r.

1. Głośne polskie postaci ostatniego weekendu 22-23.10.2005 o sławie międzynarodowej:

                                     R A F A Ł B
LECH   ACZ
                                                          LECHKACZ  Y Ń S K I

  trochę  jakby te nazwiska pasowały do siebie, w końcu obaj odnieśli prawie w tym samym czasie 
  sukces - pierwszy w świecie artystycznym, drugi - politycznym.
                           Tak mi to "pasowanie" wyszło przy niniejszym pisaniu.
2.     Świat artystyczny powitał
 nowego pianistę, naszego Rafała Blechacza. Nie będę o Nim pisał, bo 
    wszędzie tego dużo.Może tylko to, że w pierwsze tournee po kraju rusza już w przyszłym tygodniu.
    W drugiej połowie stycznia jedzie z Filharmonią Narodową na tournee po Japonii. W lutym będzie       
    koncertował w Moskwie. Ma także mnóstwo innych propozycji - koncertów w kraju i za granicą.      
    Natomiast jest inna smutna wiadomość na którą nie każdy może zwrócił uwagę.
              Otóż niedawno 30 czerwca 2005 roku zmarł laureat XIII Konkursu Chopinowskiego w 1995    
    roku Aleksiej Sułtanow. Pamiętam Go jako niewysokiego, okrągłego na twarzy chłopca, który urzekał 
   wszystkich swoim zachowaniem i grą. Wtedy zaciekawiło mnie Jego nazwisko, które według mnie      
    przystawało nawet do wyniosłego, choć sympatycznego,"sułtańskiego" zachowania. Urodzony w      
   1969 roku w Uzbekistanie był synem skrzypaczki i wiolonczelisty. Grę na fortepianie rozpoczął mając
   3 lata. Potem konserwatorium  moskiewskie, w 1989 roku wygrany  międzynarodowy konkurs           
   pianistyczny w USA, w 1995 roku - sukces w Warszawie. Koncertował na całym świecie. Zamieszkał 
   w Stanach Zjednoczonych. Ale niestety  tam dopadła Go nieuleczalna choroba /od kilku lat                  
   sparaliżowany, po serii udarów mózgu zmarł we śnie/. Do historii przeszedł jako jeden z                    
   najwybitniejszych wirtuozów klawiatury fortepianu Chciałoby się powiedzieć, że w przyrodzie musi    
   być równowaga, albo może lepiej będą  pasowały słowa Henryka Sienkiewicza:                   
    

              "Co śmierć wykosi, miłość posieje, i to jest życie".  
I tak się chyba stało.

3. No i mało ważna sprawa - lecz dla mnie bardzo istotna, Bożenka dziś rano powiedziała, że mnie bardzo
   mocno kocha.Takie wyznanie rzadko się zdarza. Z reguły słyszę:- nie kocham cię.   Widocznie 
zasługuję  na nie kochanie. No, ale dziś jest inaczej i cieszę się:-)
                                   Bo czy jest ktoś, kto nie lubi być kochany...?
Jak tytuł   podstrony objaśnia, będą zamieszczane tutaj różne aktualności,
 oczywiście  ważne i mniej ważne, ale aktualności.
Z uwagi na to, że witryna jest typowo domową czyli rodzinną gablotą,
niektóre aktualności  być może nie będą zawierały szczegółowych objaśnień
 lub  uściśleń, przecież rodzina i krąg osób bliskich wie o co idzie
  /chodzi, biega/.
Ostatnie miesiące 2005 roku 
<<<< powrót do poprzedniej strony 2005 rok
              25 listopada 2005 r.

1
.  Serdecznie pozdrawiam internautów odwiedzających naszą witrynę. A zwłaszcza z Poznania,          
    Szczecina,Trójmiasta i Elbląga, którzy najczęściej odwiedzają naszą stronkę. Np.w listopadzie ta       
    sama osoba z Elbląga  aż 50 razy. Tak wynika ze statystyk, które mam założone. DZIĘKUJĘ.


2.  Do pewnego czasopisma kobiecego napisałem taki
    sobie komentarz do artykułu o fizycznej sile mężczyzn,
     jako że od urodzenia będąc postury raczej
     astenicznej, nigdy do siłaczy - czy jak kto  woli-
     mięśniaków nie należałem. No i zaskoczenie moje
     było całkowite, gdy w kolejnym numerze  tego    
     pisma powiadomiony  zostałem, że mój list uznano
     za list miesiąca i nagrodzono ekskluzywnymi
    perfumami dla kobiet - czyli dla mojej Bożenki - firmy
    wypisanej na załączonym obok fragmencie mojego
     listu. A napisanie tego listu wykorzystałem
     również do zareklamowania naszej strony
     internetowej, co się udało. Bo tak to już jest,
     że każdy właściciel strony www zabiega o jej
     popularność. Ja też. Przez kilka dni oglądalność 
    wzrosła o prawie 100%.

3. Mimo, iż na stronie o stwardnieniu rozsianym dość krytycznie wypowiadam się o wszelkiego rodzaju
    preparatach na sm, to jednak kupiłem litr soku "TAHITIAN NONI Juice" produkcji USA, który jest
    naturalnym produktem złożonym w 89% z soku i miąższu owoców noni  i w pozostałych 11% z      
    koncentratów naturalnych soków borówki amerykańskiej i winogron  ze względów  smakowych,     
    gdyż smak samego owocu noni jest nieciekawy.Nie chcę reklamować tego soku tym bardziej, że we
    wskazaniach nic nie mówi się o sm-ie. A kupiłem go dlatego, że wskazań innych jest bardzo wiele 
       m.in. system odpornościowy, objawy przewlekłego zmęczenia/ także nóg/, ręce i zimne nogi,           
     zaparcia, problemy oddechowe. Generalnie przywraca równowagę organizmu. Początek zrobiłem,   
     ale na tym nie koniec, gdyż przynajmniej z 4 litry trzeba tego wypić. 1 litr kosztuje 220 zł, czyli tyle, 
     ile dobry koniak. Moja Bożenka koniaku nie pije, a ja tak. Więc o co chodzi...?...:-)


4.  Od dziś Elbląg przeżywa oblężenie par tanecznych z całego świata. Bowiem 26 listopada br na         
     elbląskim parkiecie 19 zespołów z 12 krajów będzie rywalizowało o najwyższe laury w tanecznych  
     Mistrzostwach Świata Formacji Standardowych. A już dziś i w niedzielę kilkaset par tanecznych z   
     całej Europy będzie konkurowało w kolejnej edycji Festiwalu Tańca "Baltic Cup".Zatem przez trzy 
     dni z rzędu oczy tanecznego świata zwrócone będą na Elbląg.To wszystko będzie się odbywało       
     niedaleko- około 200 m w linii prostej ode mnie - w nowo  wybudowanej hali sportowej /kryte        
     lodowisko/ oraz w pobliskim Centrum Kultury i Współpracy Międzynarodowej "Światowid".
     Ale mnie tam nie będzie. A kobieta w tańcu ....... uczta dla oczu  ...... wyobraźni .....:-(
  
      (
Dziennik Elbląski z dnia 25 listopada 2005) 

 
5. Jak chcę, aby moja Bożenka się uśmiechnęła, to wystarczy że zwrócę się do Niej per "Bożena"
     albo "Pani magister", wtedy zawsze się uśmiechnie. A dlaczego? Bo nigdy, na co dzień nie zwracam 
     się do Bożenki mówiąc BOŻENA. Nigdy. Zawsze Bożusia, Bożusieńka, Niunieczka, Niuniulka,
   i dziesiątki innych zdrobnień. No i oczywiście Bożenka. Ale nigdy Bożena. Tak to się już utarło i         
   dlatego inna wymowa "Bożenki" brzmi dla Niej dziwnie:-)) Dla mnie zresztą też.
                             Pozdrawiam serdecznie  i ...... do następnego razu.

                   20 grudnia 2005

1.   Sporo wpisów w naszej Księdze Gości odnosi się do mojej osoby postrzeganej jako wyjątkowej,       
    rzadko spotykanej. Nieskromnie powiem, że sympatycznie  się to czyta. Z drugiej jednak strony,        
    nasuwa się taka refleksja - gdy facet pielęgnuje swoją żonę, dba o nią i ją kocha - to niespotykany       
    egzemplarz. Gdy znów zostawi chorą żonę i idzie sobie do innej to świnia, chamidło i wieloma innymi 
    epitetami się go raczy.
             W związku z tym jak ma postępować w takiej sytuacji mężczyzna, żeby można  było mówić o  
   nim NORMALNY. Chyba powinien nie dbać zbyt troskliwie o żonę, nie kochać jej- bo jest chora i       
   mało "przydatna", nie zwracać się do niej czułym zdrobnieniem jej imienia, a tylko per ty; ale też i nie   
   powinien odchodzić od niej do innej. Chyba tylko tak. Wtedy można powiedzieć - facet normalny.
               A ja Wam wszystkim Kochani mówię:- jeśli będziesz naprawdę kochać swojego męża/żonę,
   to wszystko co dla tej osoby  zrobisz, będzie napawać cię radością i satysfakcją z dobrze spełnionego  
   uczynku wobec bliźniego, wobec osoby często słabszej, bezbronnej, a przede wszystkim wobec osoby
   ukochanej. I będzie to najzupełniej normalna sytuacja. Tak, jak jest to u mnie.
             Pozdrawiam Was najserdeczniej  jak tylko potrafię i życzę, aby los nie musiał Was doświadczać
    i sprawdzać -jak bardzo kochacie i czy w ogóle kochacie.


2.  W kontekście powyższych rozważań -  jeszcze jedno skojarzenie. Zastrzegam się - broń Boże abym   
    miał "ambicje" snobistyczne  niczym pan Jourdain w sztuce Moliera "Mieszczanin szlachcicem" lub    
    jakoweś inne skłonności  narcystyczne. Otóż ten dopiero co upieczony nuworysz, czy jak kto woli     
    parweniusz - strasznie się zdziwił dowiadując się, że całe życie mówił prozą.
            I ta komiczna sytuacja nasuwa podobne u mnie skojarzenia: - To ja jestem taki wyjątkowy         
   egzemplarz ? Gdyby mi tego nie uświadomiono, to bym tego nie wiedział:-)
   Żarty, żartami, ale pamiętam tę sztukę dzięki niezastąpionemu Bogumiłowi Kobieli, którego baaaardzo   
   dawno temu oglądałem w tej sztuce aż dwukrotnie, no i stąd to skojarzenie:-)



3.  A teraz o pewnej Aniusi z Wrocka /czyt.Wrocławia/, dla której zawsze  -"Życie jest piękne"

      "Sekretem szczęśliwego życia jest wyrozumiałe akceptowanie jego zmian"...  Byłam już kiedyś na     
      Waszej stronie, parę miesięcy temu jak dowiedziałam się, że jestem chora na SM. Wracam tu dziś    
     gdy dostałam policzek od życia, gdy usłyszałam, że ze mną trudno byłoby żyć, bo nigdy nie będzie    
    nic pewnego... Wiem to, rozumiem obawy, ale przeżywam to pierwsze starcie... Więc wracam do     
    Was, po promyk słońca, po radość i po wiarę, której na Waszej stronie jest tak wiele:) lubię tu bywać,
     życie uczy nas pokory, wystawia na próby, ale... miłość, poczucie bliskości i bezpieczeństwa są w   
     stanie rozświetlać nasze gasnące chwilami duszyczki, wstrzyknąć w nie radość, napełnić nadzieją....
    I oni przy nas, "Przyjaciele" ... są jak anioły, które stawiają nas na nogi, kiedy nasze skrzydła 
                 zapomniały jak się lata." Dziękuje Wam. Ściskam mocno, pozdrawiam cieplutko. 


   
     Nie mogłem nie przytoczyć tej jakże dojrzałej, głęboko optymistycznej wypowiedzi Ani - dzielnej,   
     młodej, dziewczyny-której życie już zaczyna robić psikusy. I nie wnikam w źródła zacytowanych     
     mądrości, bo najważniejsze dla mnie, to upodobanie sobie przez Anię  tych mądrości, takiej filozofii,  
    i takiego patrzenia na rzeczywistość, aby "wyrozumiale akceptować zachodzące w życiu zmiany".

                
       
   I my też dziękujemy Ci Aniu za ten  optymizm i ciepło. Za niejednokrotnie beztroskie       
                 podchodzenie do sytuacji, w których kłopoty i problemy  kotłują się niczym                 
                smakowite ingrediencje  w bigosie staropolskim, który tak lubisz pichcić:-)) 

  ________________________________________________________________________________


         Nie lubię świątecznego zwrotu "Wesołych Świąt", może dlatego, że został on
             wyświechtany  wzdłuż i wszerz, na kartkach pocztowych, na ulicy, na klatce schodowej,   
              wszędzie. I jeszcze może dlatego, że pewien rodzaj wesołości kojarzy mi się z                 
              głupkowatością. Trudno, ale  tak kojarzę.


                     
  Dlatego na nadchodzący czas bożonarodzeniowy życzę zaglądającym tu         
                       osobom bliskim, znajomym, przygodnym  internautom

  
  Miłych, pogodnych, w iście zimowej aurze 
 radosnych Świąt Bożego Narodzenia
25 grudnia 2005

   Dziś pierwszy raz odwiedziłem Ciocię Halinę. Bożenka w tym czasie / około 40 minut/ leżała sobie 
sama. Nie wiem czy mnie ciocia poznała, ale cały czas pogodnie się uśmiechała. Natomiast co mnie 
wkurzyło, to zaistniałe fakty, które kłóciły się z wcześniejszymi opiniami osób bliskich, które odwiedziły 
Ją wcześniej i mówiły jak to wspaniale jest w tym Hospicjum. Że czyściutko, że lekarz taki miły, że 
gdzieś tam na środku stoi piękna choinka.
A ja stwierdziłem, że ciocia niewygodnie ma pod plecami, że źle leży i nogi musi mieć podkurczone, że 
stopy ma chłodne, że gdy chciałem obrać Jej mandarynkę, to zostałem pouczony żeby chorej nie 
przekarmiać, bo się rano sfajdała. A od kiedy to jedną mandarynką można przekarmić? Dopiero po mojej 
interwencji obniżono Jej poduszkę pod głową, podciągnęliśmy Ją wyżej tak, że nogi mogła wygodnie 
rozprostować, a chłodne stopy ? Odpowiedź padła:- przecież ma kocyk położony na nogach.
Mnie to nie obchodzi, że jakiś kocyk tam leży. Widocznie mało jest to skuteczne i jutro zaniosę cioci 
termofor.
Postanowiłem codziennie ciocię odwiedzać, przecież to około 300-400 m od naszego mieszkania. 
Jednego się tylko obawiam, żebym nie wywołał tam awantury o Ciocię.
Kończę. Co za Święta. A miały być wesołe:-(      Aha, jak na pierwsze hospicyjne wrażenia, to chyba 
mógłbym tam "robić" za wolontariusza. Może kiedyś .....


   24 grudnia 2005

               Już tradycyjnie od wielu, chyba nawet kilkunastu lat, ze względu na Bożenkę, wigilia u nas.


23 grudnia 2005

 Mój Brat w godzinach wczesnowieczornych  informuje mnie, że nasza ciocia Helena - jedyna siostra 
naszego Taty, zmarła w Bydgoszczy, rano siedząc sobie w fotelu. Nagle, spokojnie, bez  jakiegokolwiek 
uprzedzenia kogokolwiek. Dobra Ciocia, bardzo nam bliska - nasze dzieciństwo przy Niej było. W jednym
 domu. Kobieta z zasadami, surowa względem siebie, ale życzliwa i dobra dla nas.Od kilku dni planowała 
obejrzenie całej transmisji z zaprzysiężenia nowego prezydenta.I jak na ironię 2 godziny przed 
uroczystościami rozstała się z tym światem. Miała 82 lata.
____________________________________________________________________________________

W tym roku wyjątkowo nie wysłałem żadnej kartki świątecznej. A dostałem ich sporo i Dziękuję za 
życzenia.
         A właśnie 23 grudnia dostałem 3 kartki świąteczne na których były najserdeczniejsze  życzenia   
Wesołych Świąt.
____________________________________________________________________________________

 Taka refleksja; kiedyś, gdzieś wyczytałem:- "śmierć oznacza życie". Niby paradoks, ale wytłumaczalny- 
żeby wyrósł nowy kłos zboża, musi umrzeć ziarno wrzucone do ziemi. 
I tak w kółko, aby życie się narodziło, śmierć musi cały czas żniwić.
Dlatego im jestem starszy, tym bardziej rozumiem fenomen śmierci. I jak dotąd przyjmuję każdą 
wiadomość o jej zaistnieniu ze zrozumieniem.


20 grudnia 2005

w godzinach wieczornych telefonicznie zapytano mnie: -  Czy coś panu mówi nazwisko Stemler. 
Odpowiedziałem;- Oczywiście, to jest ciocia mojej żony. I dalej taki tekst:- Tu Szpital MSWiA w...  itd.  
proszę nam powiedzieć, gdzie mamy pańską ciocię przywieźć; czy do domu, czy do szpitala w Elblągu 
czy może do hospicjum. Bo nie można nawiązać z nią żadnego kontaktu.Po krótkiej konsternacji i 
wymianie zdań ustaliliśmy, że odpowiedź dam nazajutrz.
 Nadmienię, że Ciocia- urodzona samotniczka- przez całe życie była wielkim przyjacielem zwierząt.
 Od ludzi i nawet rodziny zawsze stroniła.
I tak się stało. Ciocia Halina-lat 84, jest w elbląskim hospicjum. Chora na czerniaka od ponad 4 lat, pod 
koniec listopada sama pojechała pociągiem na radioterapię do Olsztyna.Tam czerniak znienacka 
zaatakował mózg i świadomość prawie całkowicie uleciała w nicość.Wróciła stamtąd karetką.


 
             31 grudnia 2005 

 Fragment wywiadu z prof.Jerzym Duda Graczem, który zmarł w listopadzie ub.roku:        

  "- Domyślam się, że kiedy ludzie na sylwestra bawią się i radują, to pan akurat nie.
 - Oczywiście, że się nie raduję. W takim momencie budzi się we mnie racjonalista, który myśli
   tak:- To jest kretynizm, żeby cieszyć się z tego, że się jest o rok bliżej cmentarza./.../"


 Dlaczego cytuję ten fragment, otóż dlatego, że i ja tak widzę upływ czasu. Owszem, radość
 z nadchodzącego nowego roku udzielać się powinna młodym - gdzieś do 25-30 lat, gdzie 
każdy  następny rok dodaje dorosłości na którą wrażliwy jest i chciwy prawie każdy małolat.
 A już potem .....to tak jest, jak mówił Duda Gracz.
  Tym refleksyjnym akcentem kończę 2005 rok, który tak jak i poprzednie, był dla mnie dobry,
  a może raczej dobry. A najważniejsze, że kocham i ... chyba jeszcze jestem nadal kochany. 
                                                To się dla mnie tylko liczy.
następna strona- 2006 rok >>>>
               9 grudnia 2005

     Malutkie sprostowanko, a może nie malutkie tylko bardzo poważna korekta. Otóż w poprzednich    
      aktualnościach bardzo dziękowałem internautom - szczególnie z Poznania-  za wizyty na naszej       
     stronie. Po wnikliwej analizie, z bardzo dużym prawdopodobieństwem nie chodzi tu o Poznań         
     tylko  miasto z woj. dolnośląskiego. Oczywiście w statystykach wyraźnie napisane jest Poznań,      
     woj.wielkopolskie, Polska. Uważam, że jest to oczywiste przekłamanie lub taka jest  rejonizacja       
     usług internetowych. Następnie podane są dane komputera -przeglądarka Internet Explorer 6,0
     i system Windows 98, no i najciekawsze są dane dot. wejść na moją stronę. Te dość  wyraźnie       
     sugerują, że nie jest to Poznań. Jakaś bardzo sympatyczna osoba wchodzi na moją stronę poprzez   
     Google wpisując często "www.mazurkiewicz.com.pl", choć zdarzają się inne słowa jak np.:            
     "stwardnienie rozsiane"  lub "siła myślenia". Ta przemiła osoba najczęściej zagląda na moją stronę w 
     godzinach rannych a więc 8;20 lub np. 9;16 natomiast w godzinach południowych prawie zawsze   
     w godzinach od 11;30 do 12;00. Nieraz i później, ale nigdy po godzinie 15;00.
                  Przeglądane strony, to najczęściej: - wiersze, aktualności, Księga gości i strony z sm.        
    Wizyty trwają od kilku minut nawet do godziny. Zatem przekonany o słuszności swojej analizy      
    SERDECZNIE DZIĘKUĘ Tej Pani ...przepraszam...osobie /bo niby skąd mam znać płeć internauty/  
    za wizytowanie mojej strony /w grudniu już 23 razy, a dopiero mamy 9 dzień m-ca/.
    A do tego wszystkiego doszedłem dopiero niedawno, bo 7 grudnia.
  
A      K      T      U      A      L      N      O      Ś      C      I