27 kwietnia 2004 r

1) Bez dzisiejszego dnia pozostały 4 dni do 1 maja 2004 roku.
2) Ulica Ludwikowo podobno wolno ale konsekwentnie "przygotowuje się" do generalnej 
    przebudowy  i to takiej przebudowy, że gdy tam przyjadę, to na pewno będę miał kłopoty z 
    dojazdem do domu. Mowa, oczywiście, o Bydgoszczy- dzielnica Jachcice. 
3) Na ulicy Bagiennej radość a może raczej zadowolenie z pomyślnie zakończonej ostatniej kontroli
    i w ogóle zakończonych kontroli.
4) Pierwszy raz w tym roku do pracy przyszedłem tylko w garniturze-bez płaszcza
5) Rozpocząłem remont mieszkania, żeby jeszcze zdążyć z przyzwoitym wnętrzem przed 1 maja. 
  
A      K      T      U      A      L      N      O      Ś      C      I
30 kwietnia 2004 r.

1) Czy mi się to podoba, czy też nie - jutro znamienny, historiopomny 1 maja 2004 r..Dziś w portalu onetowskim
    w "Polska w Unii" zadano pytanie - Czy 1 maja jest dniem radości czy żałoby narodowej? Unia szansą czy zagrożeniem.   
 Nie czytałem tego - poza tytułem - ale na pewno wszystkie te określenia wydają się być trafne w jakichkolwiek
    rozważaniach.
   Bo radość z możliwości szerokiego poznania  uroków - od krajobrazowych, historycznych, po współczesnocywilizacyjne 
   Europy, również radość z powodu nadziei, że pijaństwo, chamstwo, złodziejstwo napotkają na trudności. 
   A żałoba, że wszystko co piękne w naszym  skansenie polskiej tradycji i obyczajowości może zostać nadwątlone
   lub wyparte przez inne zachowania, inną kulturę, żałoba również z powodu zakazu promowania tego "Co polskie".
   Szansa na pewno dla młodego pokolenia i ludzi otwartych "na świat", zagrożenie dla tych co są przeciwni eutanazji,
   sekciarstwu, klonowaniu ludzi...etc.
   Ale być może wchodząc do Unii staniemy się w ten sposób bardziej odpowiedzialni  i solidarni  z innymi  narodami w 
   rozwiązywaniu problemów współczesnej cywilizacji. 
2) Remont mieszkania pomyślnie zakończony, tylko niepomyślnie widzę sprzątanie poremontowe w pojedynkę:-(
3) Cieszę się, że chleb z piekarni Bożeny i Bogdana Raszczyk z Pasłęka  nie tylko mi smakuje, ale również tym, których
    częstuję.:-))
4) To byłoby na tyle, stojąc wraz z bliźnimi przed drzwiami do UE.
5) Ciekawe tylko jak na wejściu czyli przez pierwsze lata -  tamci bliźni, potraktują tutejszych bliźnich.....wielki znak
 ? 
             
             
 Życzę wszystkim miłego, wiosennego, iście tradycyjnie polskiego,  trzydniowego weekendu.:-)
3 maja 2004 r.

Dziś mija 41 lat od dnia, gdy poznaliśmy się z Bożenką /całe szczęście, że kwiaciaria pobliska była dziś czynna/.
Dziś mija 15 lat od dnia śmierci mojego Tatusia.

A na marginesie tych rocznic muszę nadmienić, że moje
małżeństwo jest dziwnie "spięte" z moimi rodzicami, gdyż                                  takie będą jeszcze daty:

  3 czerwca - urodziny Bożenki
  3 czerwca - dzień pogrzebu mojej Mamy.
29 czerwca - dzień zawarcia naszego małżeństwa - Bożenka i ja
29 czerwca - dzień zapoznania się moich rodziców Małgorzaty i Pawła w 1929 roku.
 4 maja 2004 r.

O Bydgoszczy i okolicach:
"Aż 13 tys. osób obejrzało w sobotę przedmioty charakteryzujące nasz region wystawione w Parlamencie    
 Europejskim. Województwo
 kujawsko-pomorskie było jedynym, które w dniu wejścia Polski do Unii 
 zaprezentowało się w Brukseli./.../  
 Wojewoda, prezydenci, wybrani przez nich reprezentanci każdego miasta, a także szefowie największych firm   
 regionu polecieli wraz z przesyłką do Brukseli. Tam skrzynię odebrał przedstawiciel Pata Coksa,   
 przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Wszystkie przedmioty zostały wystawione w Parlamencie, który 
 tego dnia był otwarty dla zwiedzających. - Pomysł na taką promocję regionu wypalił. Wieczorem w Misji 
 Polskiej w Brukseli nasza delegacja spotkała się z przedstawicielami belgijskiego biznesu, przedsiębiorcami i 
 radcami handlowymi. Zaprezentowali się też nasi artyści." - tak dziś donosi Gazeta.pl . a ja? Jako cząstka  
 ziemi bydgoskiej  jestem dumny i cieszę się z takiej inauguracji bydgoszczan w nowej rzeczywistości.
 W każdym razie - według mnie -   lepsza to inicjatywa, od "niezliczonej ilości festynów i zabaw" - jak wyraził się
 1 maja o hucznych uroczystościach - dziennikarz telewizyjny T.Kamel.
12 maja 2004 r.

Budowa ostatniego etapu Trasy W-Z w Bydgoszczy może się opóźnić.
Wszystko przez właścicieli działek potrzebnych pod inwestycję, którzy za odsprzedanie ich miastu żądają 
nierealnych pieniędzy i przeciągają negocjacje. (Na szczęście ta inwestycja nie "dotyka" naszej nieruchomości).

Tereny przy ul. Ludwikowo między ul. Żeglarską a Zaświat od 30 lat są w planie zagospodarowania 
przestrzennego przeznaczone pod trasę W-Z. (Ulice Ludwikowo i Żeglarska to nasza dzielnica Jachcice - tu ja 
oraz mój brat i siostra urodziliśmy się. Nasz dom rodzinny usytuowany jest ca 120 m od ul. Ludwikowo)
Prace przy Trasie W-Z, która docelowo ma połączyć wschodnią i zachodnią część miasta, ruszyły w 1995 
roku. Trasa powstaje etapami. Teraz ma 6 km: od skrzyżowania ul. Kamiennej z Fordońską do cmentarza przy 
ul. Artyleryjskiej. Jest nazywana obwodnicą Śródmieścia - ma odciążyć centrum z ruchu tranzytowego. By tak 
się stało, brakuje jeszcze estakady nad torami kolejowymi z ul. Ludwikowo do ul. Artyleryjskiej o długości 190 
m i dojazdów do niej od strony obu ulic o łącznej długości 800 m. Inwestycję zakończy modernizacja ul. 
Ludwikowo i wiaduktu nad ul. Żeglarską. Te dwa ostatnie etapy - planowane na 2005 i 2006 rok - pochłoną 
ponad 46 mln złotych. Docelowo cała Trasa W-Z ma być dwujezdniowa (odcinki, które jeszcze takie nie są, 
będą przebudowywane po zakończeniu inwestycji w rejonie Ludwikowo).
/Info za portalem Gazeta.pl  11.5.2004/ 
18 maja 2004 r.

1) Jak miałem kilkanaście lat nie mogłem zrozumieć jak to mogło być, że podczas II wojny światowej, gdy  w 
   Europie dymiły krematoria w obozach koncentracyjnych, to na antypodach w Stanach Zjednoczonych 
   Amerykanie "delektowali się" w kawiarniach, salach koncertowych piękną muzyką Georga Gershwina.
   Od tamtych rozmyślań minęło pół wieku, świat cywilizacyjnie posunął się bardzo do przodu- zwłaszcza nauka
    i technika, ale mentalność polityczna w kwestiach praw człowieka pozostaje na poziomie tamtych odległych
    czasów. Może tylko przesiąkła większą dozą cynizmu. Bo nadal człowiek syty, zadowolony z życia - akurat    
   dziś dotyczy to również nas Polaków - przed telewizorem wzburza się jedynie na despotyczne rządy w 
   różnych zakątkach świata, gdzie ludzie są nie tylko pozbawieni podstawowych praw ludzkich, ale i chleba     
   /np.Korea Płn, kilka lat wcześniej Rep.Środkowej Afryki-cesarz Bokassa/.Ale na wzburzeniu, dezaprobacie
   się kończy.No jeszcze nałożyć można polityczne restrykcje, embarga itp.. i co...?...i nic więcej. A jeśli się
   interweniuje - to tak, jak to było w Iraku, gdzie podstawowym motywem działania był biznes, a pretekstem 
   zagrożenie światowego pokoju czyli wojna niesprawiedliwa, zaborcza. Ta świadomość zawsze mi towarzyszy,
   gdy do kraju wracają nasi żołnierze, ostatnio dziennikarz, już tylko w swojej ostatniej pośmiertenj drodze. 
  
2)      Jedyny taki -"Kanał Ostródzko-Elbląski zaprojektowany został w 1860 r. pod kierunkiem inżyniera 
holenderskiego Georga Jacoba Steenke. Ma ponad 80 kilometrów długości. Różnicę wysokości pomiędzy 
jeziorem Jeziorak a Zalewem Wiślanym (ok. 100 m) zniwelowano za pomocą śluz i pochylni (po których statki   
  "jadą" na specjalnych wózkach), dzięki czemu można płynąć z Ostródy do Elbląga i z powrotem. To    
  jedyny czynny taki kanał na świecie. po których statki "jadą" lądem. Statek wpływa do specjalnego wózka
  i drogę do kolejnego odcinka kanału pokonuje na szynach"-. Taki oto tekst ukazał się dziś na Gazeta.pl 
  Wszystko OK z wyjątkiem nazwy kanału. Otóż na wszystkich mapach topograficznych - oczywiście w 
  stosownej skali - również w pierwszej z brzegu wziętej encyklopedii występuje tylko jedna oficjalna 
  nazwa - Kanał Elbląski. Może być Żegluga Ostródzko-Elbląska, ale tylko Kanał Elbląski.
          I nie wiem, czy to nieuctwo, może źle pojęty patriotyzm lokalny, ale na pewno kaleczenie języka 
  polskiego, który już i tak przeżywa ciężkie czasy, wobec wszelkiej maści wulgaryzmów i szerokiej fali 
  neologizmów oraz wyrazów obcojęzycznych jak markety, shopy, fitness cluby, puby, catering, dealer.
3) Bym zapomniał, ale na szczęście refleks zadziałał.
    Dnia 16 maja 2004 roku Anna Mazurkiewicz, córka Edwarda i Krystyny, a moja bratannica przystąpiła 
    w Bydgoszczy do I Komunii Świętej.
24 maja 2004 r.

1) Dziś Dzień Ślimaka /dowiedziałem się z porannej audycji "Kawa czy herbata"/
    Ślimak może być symbolem środowiska idealnie czystego, gdyż ekologicznie "zabrudzone" go nie 
    interesuje.A czy to przysmak czy nie, to niebawem się przekonamy. Tak jak  przekonaliśmy się
    czy Merlot, Medoc, i inne Bordeaux nadają się do przełknięcia czy nie.

2) Ryszard Tomczyk wydał nową książkę p.t."Tobół". Ja już ją mam, a kto chciałby też ją mieć, to za
    jedyne kilkanaście złotych dostanie ją w elbląskiej księgarni. Dla mnie jest ciekawsza od poprzed-
    niej,j z tej samej serii wspomnieniowej - "Pakamery", gdyż zawiera wątki refleksyjne, kontemplacyjne
    powiedziałbym nawet filozoficzne, co nadaje książce powagi i charakteru. 

3) "Miasto, które budowano przez 800 lat, zniszczono w czasie jednej nocy w 1945 r. 
    Trzeba było kilkudziesięciu lat, aby zaczęło wracać do zdrowia. Dziś wędkarze siedzący na
    Wyspie Spichrzów znów widzą panoramę elbląskiej starówki".

    Tak o Elblągu napisano w majowym wydaniu National Geographic Polska nr 5(56), gdzie obok 
    pięknych zdjęć na prawie 20 stronach opisano wykopaliskowe skarby Elbląga oraz jego hanzeatyckie 
    pochodzenie .   
             Egzemplarz ten udało mi się kupić dosłownie w ostatniej chwili. Oczywiście taki niedosyt  
    wydawniczy mógł być raczej tylko w Elblągu, gdzie zainteresowanie tym numerem mogło być 
    największe. Dodatkiem do tego wydania jest elegancka mapa jezior mazurskich w skali 1: 100 000 
    zatytułowana - Wielkie Jeziora Mazurskie.
26 maja 2004 r.

1) Dziś Dzień Mamy.
  Tak, tak powinien brzmieć i mam nadzieję, że kiedyś tak zostanie nazwany Dzień Matki.
  Bo jeśli ustanowiono Dzień Babci a nie Babki, to konsekwentnie winno być Mamy a nie Matki. 
  To tyle tytułem wstępu.
  
A z okazji Dnia Mamy życzę wszystkim Mamusiom duuuużo Zdrowia, Radości,
              Szczęścia, aby miłość Ich dzieci nigdy do Nich nie wygasała
  I na zakończenie malutka refleksja.
  Kiedyś słyszałem wywiad z jakimś znanym aktorem /nazwiska nie pamiętam...może Siudym?/
  który na zagajenie swojej rozmówczyni, że podobno ma świetny, koleżeński wręcz kumpelski    
  kontakt ze swoimi synami, a mimo to, nie zwracają się oni do niego per Ty, lecz tylko w 3 osobie, 
  odpowiedział:- Per "ty", to oni zwracają się do wszystkich swoich kumpli z podwórka i ze szkoły. 
  Ja -  rodzic, chyba powinienem czymś odróżniać się od nich i zasługuję na inną formę niż ci  
  wszyscy koledzy-.
  Zapamiętałem to sobie, gdyż  w moim domu nigdy -  my dzieci i już jako dorośli tym bardziej- nie   
    zwracaliśmy się do rodziców per ty. Zawsze mówiłem:- Niech Mamusia sobie odpocznie,
  albo  - Czy Tatuś jadł już śniadanie?
  Nawet dziś do mojej Teściowej i Teścia tak się zwracam, choć ich dzieci  - i moja żona też- 
  zwracają się do Nich per Ty.
   Mój syn też zwraca się do nas tak, jak ja do swoich rodziców.
  Tak został nauczony przez nas.
  Uważam, że dziecko m.in. w ten sposób uczy się szacunku do rodziców i ten 
  szacunek-choć nieraz tylko werbalny -  ale jest. Szacunku trzeba po prostu uczyć.
  Do obcych ludzi też nie mówimy np. Panie doktorze przepisz pan mi takie to a takie leki. Tylko 
  powiemy:- Panie doktorze, niech pan proszę przepisze mi to i to. 
  Oczywiście zwracanie się do, rodziców per "Ty", absolutnie nie dyskwalifikuje dziecka  od strony 
  tzw. dobrego wychowania, ale wydaje mi się, że mniej oddaje szacunku tym rodzicom.
  Kiedyś zwracanie się do rodziców i osób starszych  per "Ty"  leżało w złym tonie.

    Koniec dysertacji...:-)  nienaukowej.

2) Dobiega końca najpiękniejszy, "najmiłośniejszy" miesiąc roku - maj-  a temperatura powietrza 
    zwłaszcza rano jest niesympatyczna.Dziś i wczoraj było tylko +5 stopni, a w poprzednich 
    dwóch dniach +2 stopnie.Ale dodać chcę trochę optymizmu - jeszcze przez cały miesiąc dzień
    będzie się ciągle wydłużał.

3) Dziś po dość długim czasie niewidzenia spotkałem Danielkę - przesympatyczną Koleżankę
    z dawnego, dobrego miejsca pracy.Dlatego fajny jest ten dzisiejszy dzień.   
3 czerwca 2004 r.

1) Dziś mojej Bożenki urodziny. Wydarzenie zawsze ważne, ale w tym roku bardzo ważne, gdyż
    jest to rocznica okrągła. A że Bożenka ma bliźniaczą siostrę Małgosię, to ta podwójna rocznica 
    będzie  uroczyście obchodzona za kilka dni.
    
    Ten bukiet, to dla Bożenki,
                                                                        a ten dla Małgosi.


                             kwiaty muszą być jednakowe, boć to przecie  bliźniaczki :)
2) W Olsztynie wielka feta z okazji 5-lecia powołania Uniwersytetu  Warmińsko-Mazurskiego.    
    Gwoli ścisłości muszę nadmienić, że Uniwersytet  powołano łącząc Akademię 
    Rolniczo-Techniczną, Wyższą Szkołę Pedagogiczną i Warmiński Instytut Teologiczny.
    Dlaczego o tym piszę, ano dlatego, że oboje z Bożenką , ponad 35 lat temu, kończyliśmy  
    protoplastę  tej uczelni- tak to chyba mogę nazwać -  tj. Wyższą Szkołę Rolniczą w Olsztynie.
    A z tamtych czasów oprócz wiedzy, zawodu, poznania mojej żony i innych niezapomnianych 
    wrażeń, wyniosłem piękny przykład jaki dał nam - studentom- nasz wykładowca, wówczas 
    mgr inż. Włodzimierz Baran, dziś  autorytet Uniwersytetu i polskiej nauki
    prof. zw. dr hab. Włodzimierz L. Baran - specjalista geodezji satelitarnej, członek wielu 
    instytucji naukowych w kraju i za granicą. Był i jest przykładem człowieka konsekwentnego, 
    zdyscyplinowanego, wymagającego, posiadającego bogatą wiedzę, a przy tym niezmiernie 
    kulturalnego, grzecznego i sympatycznego. Dla mnie wręcz niesamowite było to, że prawie 
    zawsze jako pierwszy starał się ukłonić idącej studentce/studentowi.
    Pamiętam, gdy szedłem z kolegą Karolem przez park kortowski, a z jedynki /akademik 
    wówczas najbliżej położony  przy Jeziorze Kortowskim/ szedł Profesor prawdopodobnie z 
    obserwatorium sztucznych satelitów, które było na poddaszu tego budynku. 
    Kolega powiedział do mnie:- " Wiciu, uważaj, kłaniamy się pierwsi" - i staraliśmy się moment 
    odczekać, aż Profesor zbliży się na odległość stosowną do złożenia ukłonu  wraz z 
    pozdrowieniem " dzień dobry". Nie dało rady, przeliczyliśmy się o kilka kroków. Profesor,     
    chyba  z odległości 15 metrów ukłonił się nam pierwszy. To zdarzenie i inne podobne, 
    pamiętam do dziś doskonale, po ponad 40 latach.
    I choć Tato w domu zawsze mówił, żeby pamiętać o kłanianiu się znajomym i bliskim,          
    osobom lubianym i nie lubianym, to przykład dany mi przez Profesora najbardziej 
    poskutkował. Przez całe życie staram się kłaniać prawie wszystkim - bliskim, znajomym,
    starszym i młodszym od siebie, ale jako pierwszy.
                A co ostatnio mnie denerwuje i wprowadza w stan frustracji to to, że z daleka coraz
    trudniej poznaję znajome osoby, a co najgorsze, wtedy zdarza się, iż osoby te kłaniają mi się 
    pierwsze. Tragedia - no może prawie tragedia i to między innymi przez Profesora :-) 
    Ale trzeba będzie się do tego przyzwyczaić, albo zacząć nosić okulary do dali - bo takie mam, 
    ale nie noszę.
KONIEC 2004 ROKU
15 czerwca 2004 r.

    W odstępie zaledwie kilku dni zmarło dwóch znanych ludzi - Ray Charles  i Ronald Reagan.
 Tak są ustawione wartości tego świata, że o Rayu Charlesie tylko wzmiankowano w 
 publikatorach, a  postać jego została dosłownie przysłonięta przez nieco wcześniejszą śmierć 
 Reagana. Ale mnie to nie zasmuca. Dla mnie Reagan to tylko kolejny, bo 40-ty prezydent Stanów 
 Zjednoczonych. Tylko i wyłącznie aktor, polityk, orędownik walki z komunizmem, zapewne        
 dobry mąż itp.
        Z kolei 
 Ray Charles to dla mnie wielki, wspaniały muzyk, lekarz wrażliwych dusz, 
 natchnienie melomanów, król soulu, cesarz rythm and bluesa, niezrównany wykonawca swoich
 i  innych kompozycji.
 Zabrakło mu zaledwie 3,5 miesiąca do ukończenia 74 lat życia, bowiem urodził się 23 września 
 1930 roku w mieście Albany w stanie Georgia, a zmarł 10 czerwca 2004 roku w Beverly Hills.    
    Jego koncerty  z pobytu w Polsce, które posiadam na kasecie video, stały się teraz dla mnie 
 bardzo cenne. 
 -"Publiczność wypełniająca szczelnie Salę Kongresową owacją na stojąco powitała i pożegnała 
 legendę współczesnej muzyki rozrywkowej, wokalistę i pianistę Raya Charlesa, który wystąpił w 
 pierwszym dniu 38. Międzynarodowego Festiwalu Jazzowego Jazz Jamboree
"-  tak pisała  
 "Rzeczpospolita"  z dnia 23.10.1996 roku.
 Ja uwielbiam tego artystę-muzyka prawie od dzieciństwa. Gdybym dziś miał odpowiedzieć jaki 
 utwór w jego wykonaniu najbardziej mi się podoba, bez wahania odpowiadam-"A Song for You"
 -utwór rythm and bluesowy, bardzo nastrojowy.
 Gdy słucham tego utworu, to zawsze chciałbym, aby słuchał  go ze mną ktoś, kto też uwielbia 
 taką muzykę. Ostatnio słuchałem "A Song for You" chyba w lutym br., leżąc na dywanie w  
 dużym pokoju na wznak, z oczami zamkniętymi.
 O sobie mówił: - "Muzyka to ja". I taki chyba pozostanie dla wszystkich swoich wielbicieli-       
 - uosobieniem świetnej, wzruszającej muzyki.
 MISTER RAY CHARLES.
Wakacje 2004

Od połowy czerwca do prawie końca lipca byliśmy z Bożenką w Borach Tucholskich.
Pogoda jakby specjalnie dla nas, bo nieupalnie, trochę deszczu i jak zawsze miłe towarzystwo, 
piękna przyroda i kryształowe powietrze.
  A jak było, proszę popatrzeć


15 sierpnia 2004       
   
           Storczyk Phalenopsis w  dniu dzisiejszym tak oto wygląda po zakwitnięciu.

24 listopada 2004 r. 

  Tę stronę rozpoczynałem i zakończę informacją o budowie nowej arterii komunikacyjnej, która   
  przebiegać będzie niestety, ale tylko ca 50m od nieruchomości na której urodziłem się
   i wychowałem ja i moje rodzeństwo.
I do dziś stoi  tam nasz dom rodzinny.

"
Budowa Trasy W-Z może się rozpocząć 

 
 Bydgoszcz, dnia   24-11-2004 20:37

  Trasa W-Z będzie budowana, bo miasto w końcu dogadało się z właścicielką mieszkania w budynku 
przy  ul. Ludwikowo 16.
  Kilka tygodni temu prezydent Konstanty Dombrowicz zagroził, że jeżeli budynek nie zostanie 
opuszczony, wokół  niego zostanie wybudowana nowa trasa. Wówczas znalazłby się on na środku 
skrzyżowania. W mieszkaniu na ostatnim piętrze tego domu wraz z rodziną mieszka Hanna 
Nafalska-Kala. Nie godziła się na warunki proponowane przez miasto. 

  - Na szczęście nie będzie trzeba zastosować radykalnych rozwiązań - mówi zastępca prezydenta 
Przemysław Nowak. Po negocjacjach właścicielka dogadała się z miastem i opuści mieszkanie/.../
   Tym samym pokonana została największa przeszkoda, z powodu której przedłużało się wykupywanie 
gruntów na planowanej Trasie W-Z od węzła Zaświat przez ul. Ludwikowo, Żeglarską do węzła 
zachodniego.  Jest jeszcze do załatwienia kilka spraw formalnych w innymi właścicielami, ale jestem 
spokojny o ich zakończenie przed końcem roku - mówi Nowak.
    Już po wykupie gruntów, miasto może złożyć kompletne dokumenty i wnioski o dofinansowanie 
budowy trasy ze środków europejskich. Rozpoczęcie robót zaplanowano na przyszły rok." 
Objaśnienia: ))
 Storczyk, to te białe kwiaty i zielone liście,
 a w tle, to moja Bożenka - nie odwrotnie :))
 Choć oba obiekty godne uwagi.:)
12 września 2004

                A storczyk rośnie i pąków mu przybywa.
Chciałem pokazać jak wygląda 
storczyk na parapecie od strony 
balkonu,
A oprócz storczyka wyszło odbicie 
otaczających mnie budynków.
Tak więc kto chce, może kojarzyć 
sobie urokliwość sytuacji z "uroczą"  
ulicą:-)
                               30 grudnia 2004

    "W niedzielę 26 grudnia 2004 roku, minutę przed godziną 8.00 rano czasu miejscowego (w Polsce dochodziła       
  godzina 2.00 nad  ranem), nastąpiło trzęsienie ziemi, którego epicentrum znajdowało się u wybrzeży Sumatry, na     
  głębokości 40 km. Było to trzęsienie o sile 8,9 stopnia w skali Richtera".

          Ta informacja obiegła świat z liczbą ofiar - wówczas wstępną - określaną na 12 000 zabitych.
   Dziś liczba ta przekracza 120 000 osób, co wraz  z  zaginionymi na pewno sięgnie o wiele większą liczbę. 
 
  Moja refleksja:
              - Nieprzewidywalne są i prawdopodobnie zawsze takimi będą wszelkie kataklizmy, których źródłem jest     
  natura. Ale czy można coś zrobić, aby skutki kataklizmów odczuwała większa liczba ludności niż ta, w którą  
  bezpośrednio  kataklizm uderzył?  Wtedy ból, bezradność, osamotnienie - myślę - byłyby mniejsze.
  Myślę o spontanicznej pomocy całej cywilizowanej ludzkości, bo jak na razie to zajmują się tym wybrane kraje
  i organizacje humanitarne, a my?
            Gdy zginie tragicznie kilka osób w mieście, władze miasta ogłaszają żałobę - jedno- lub kilkudniową, gdy       
  tragedia dotknie kilkadziesiąt osób, wtedy często ogłaszana jest żałoba narodowa. A jeśli zginą ludzie kilkunastu       
  państw i to w liczbie - jak na czas pokoju -  przerażającej, to powinna być ogłaszana żałoba światowa, a w ślad      
  za tym ogólnonarodowe zbiórki wszelkich niezbędnych środków dla poszkodowanych.
   To byłoby piękne. I wiem, że tego można ludzi nauczyć.
    Choć może nie wszystkich, bo nie wszyscy mają zdolności do empatii.

   Również wiem, że ktoś może powie:- Przecież są zbiórki w kościołach, zbiera Caritas etc 
   Tak, ale to nie to:-((
2004 rok - początek blogu
Jak tytuł  podstrony objaśnia, będą zamieszczane tutaj różne aktualności,
 oczywiście  ważne i mniej ważne, ale aktualności.
Z uwagi na to, że witryna jest typowo domową czyli rodzinną gablotą,
niektóre aktualności  być może nie będą zawierały szczegółowych objaśnień
 lub  uściśleń, przecież rodzina i krąg osób bliskich wie o co idzie
  /chodzi, biega/.