P u b l i k a c j e
Debiutancki tomik
Wydawca:
Stowarzyszenie Elbląski Klub Autorów
82-300 Elbląg, ul. Ratuszowa 6/4
Biblioteka SEKA Nr. 13
Druk: ZP Elgraf Elbląg
Nakład: 250 sztuk
93 strony
ISBN 978-83-917002-5-9
Z komentarza Ryszarda Tomczyka
do tomiku Nadewszystkość
/.../Jeśli znamieniem poezji współczesnej jest stronienie od bezpośredniego wyrazu uczuć, od egzaltacji
i tzw. - że posłużę się językiem Przybosia - "liryczenia", wiersze Wiktora w tym zakresie nie usiłują zdążać z modą.
Równocześnie jednak wolne są od banalności, ujmują swą powściągliwością wyrazu, jak i także już "niemodną" szczerością - choć liryczna
szczerość dawno już nie stanowi miary wartościowania poetyckiego. W każdym razie jego liryki poświęcone tej jedynej, ukochanej,
stanowiącej kwintesencję kobiecości, błękitnookiej, będącej zarazem radością i źródłem szczęścia jak i zmartwieniem, komunią, tradycyjnym
kwiatem i wrzosem życia , przemawiają prawdą uczuć, wzruszają, skłaniają do refleksji nad naturą uczucia czystego, nieskażonego a w swym
pięknie dziś (tzn. w czasach degradacji uczuć i szlachetnych etosów) wręcz zdumiewającego.
Osobnym - choć wywołanym przez pochylenie się nad "kufrem wspomnień" nurtem tematycznym są w poezji Wiktora wiersze dotykające
czasów własnego dzieciństwa i domu rodzinnego (pamięć wiersza choć porysowana/ chętnie mnie zawraca wstecz/ lubię grzebać w tym kufrze/
stare jak nowe nieco wyblakło/ w dotyku zawsze miłe). Stąd i logika cyklu Bogactwo w uratowanych, w którym znajdujemy teksty już to
wspomnieniowe, już to refleksyjne, poświęcone rozważaniom filozoficznym i etycznym, często też intensywnie reagujące i na ból istnienia,
i na okrucieństwo tkwiące w naturze życia. Tytuł cyklu jest cytatem z jednego utworu cyklu.
Formuła stanowi piękne uogólnienie intencji poety tkwiącej u źródeł jego postawy oraz kreatywności poetyckiej.
Zarazem tkwi w niej rodzaj imperatywu moralnego zawierającego się w przekonaniu, że zarówno obowiązkiem moralnym czasów "rozchwiania
etycznego", jak i źródłem szczęścia - jest działanie zmierzające ku ratowaniu innych. To fundament moralny tłumaczący zarówno heroizm autora
jako człowieka, jego niezwykłe poświęcenie w nieprzerwanym działaniu dla ratowania osoby mu najbliższej, jak i istotę jego poezjotwórstwa,
które podnosi, uobecnia i utrwala, tzn. "ratuje" przed niepamięcią innych i w ogóle to, co obok.
Równie zdumiewająca jest dojrzałość poezji W. Mazurkiewicza. Mam na myśli ten rodzaj słowiarskiej wrażliwości, który wznosi się nad
"kanonami", zużytkowując jako środki wyrazu różne konwencje poetyckie i formy ekspresji. Oszczędność słowa, lakoniczność, skłonność do
posługiwania się skrótem, powściągliwość oraz stałe poszukiwanie środków językowych, jak i wersyfikacyjnych dla uzyskania efektu
wieloznaczności sensów wskazują na to, że tradycją poecie najbliższą jest tradycja kreacjonizmu polskiej awangardy.
Stąd też i rodzaj poezji wymagający lektury uważnej, wrażliwości i zdolności do odgadywania. Stąd i uroda tej liryki, w szczególności przewaga
sensualizmu nad abstrahowaniem, uwrażliwienie na konkret i obraz ekwiwalentyzujący
struktury pojęciowe. Przy czym - co oczywiste - sensualizm ów nie może nie być - przy całej właściwej autorowi wiedzy o naturze istnienia -
wyrazem przywiązania do życia w jego różnorodności.
I jeszcze jedno: liryka W.Mazurkiewicza jest konsekwencją nieustannego ścierania się pragnień i tęsknot człowieka
wypełnionego nadzieją i wiarą (czy świadomością niezbędności tychże) z racjonalistą i krytycznym obserwatorem życia /.../.
Zamieszczono w witrynie
21 listopada 2008 r.
1. Aktualizacja 9 lipca 2009
2. Aktualizacja 2 listopada 2009
Ukazał się 20 listopada 2007
Drugi tomik
Wydawca:
Stowarzyszenie Elbląski Klub Autorów
82-300 Elbląg, ul. Kuśnierska 6
Biblioteka SEKA Nr. 16
Wydanie pierwsze
Nakład: 150 + 15 egz.
Oddano do druku: marzec 2009
53 strony
ISBN 978-83-917002-9-7
Ukazał się 30 marca 2009

Fragment recenzji zatytułowanej
"Silva rerum migoczące w przedsionku czyli o poezji Wiktora Mazurkiewicza"
autor - Izabela Piskorek ( Tygiel 2/55 2009):
/... / W słowie poetyckim Mazurkiewicz zaklina uczucia, spostrzeżenia, refleksje, będące nie antycypacją
życiowych prawd, lecz wiedzą wyrastającą z doświadczenia. Asumptem do tych konstatacji stała się nie tylko
wzruszająca miłość do żony (jak w pierwszym tomiku), ale także wnikliwa obserwacja codzienności, na którą
składa się doświadczenie człowieka rozpiętego między naturą a kulturą i przynależną im religią.
Swoją drogą cały tomik, mimo różnorodności ukazywanych tam obrazów, a może właśnie z tego powodu, utkany
jest na kanwie Biblii, która to zdaje się być źródłem owego migotania. Ona jest kobiercem dawno rozłożonym
w przedsionku, po którym przez lata depczą ludziska w zabłoconych codziennością butach, którzy zadzierają
zatroskane głowy, szukając prawd na wysokościach choć mają je pod nogami.
I tylko na mgnienie wyziera spod błota blask objawienia.
Stąd też znaleźć tu można teksty zarówno wspomnieniowe, jak i refleksyjne, formy krótsze i dłuższe, erudycyjne
i kolokwialne, nastrojowe, czułe, jak i żartobliwe, podszyte nutką sarkazmu, precyzyjnie cyzelujące słowo,
jak i bezlitośnie je rozłupujące, zdradzające upodobanie do zabawy nim./... /
Autor konsekwentnie jest powściągliwy w środkach wyrazu poetyckiego, wybiera formy lakoniczne, posługuje się
skrótem, elipsą, niedopowiedzeniem. Największa tajemnica dotarcia do prawdy kryje się bowiem w jej prostocie.
Dlatego tak trudno je pojąć człowiekowi, który lubi wszystko komplikować. A tu się okazuje, że do
wypowiedzenia najważniejszego wystarczy tercyna, dystych nawet (Zdradliwe liście, Dopiero).
I to te maleńkie liryki migocą wychylając się spod bełkotu opasłych traktatów wielkich tego świata.
To one oślepiają na mgnienie, objawiając prawdy odwieczne, zdawałoby się truistyczne, a jednak wciąż
zadziwiające./... /