Uprzejmie informuję, że treść tej witryny dotycząca stwardnienia rozsianego
nie była konsultowana z żadnym neurologiem, ani innym przedstawicielem świata medycyny.
Wszystko co napisałem na ca 10 stronach o stwardnieniu rozsianym jest wynikiem
własnych obserwacji i przemyśleń. Naszym autorytetem w zakresie stwardnienia rozsianego
jest DOŚWIADCZENIE nabyte w okresie bez mała 40 lat /autopsja, służba zdrowia, media, urzędy/.
Niekwestionowanym autorytetem jest dla nas również
syn - lekarz med. specjalista chirurgii ogólnej i onkologicznej.
Co prawda chirurgia jest usytuowana daleko od stwardnienia rozsianego, lecz syn od dziecka
żyje przy tej chorobie przez ponad 40 lat, stąd problematyka sm-u nie jest mu obca.
Powiernikiem naszych zmartwień i nadzieją jest Bóg.
Historię naszych doświadczeń proszę traktować jako ciekawostkę.
Zapraszamy do lektury
********************************
i obejrzenia obrazków z naszej bajki:
- Dexamethason, cocarboxylasum, vit.B6 i B12
- Baclofen
- Mydocalm
- Synacten
- Lisozina
- Padma 28-z recept wystawianych przez śp.prof. Witolda J.Brzosko i sprowadzanej ze
Szwajcarii, bo dziś ten ziołowy specyfik można dostać w aptece bez recepty z tym,
że już raczej nie zalecany na stwardnienie rozsiane. - Olej z wiesiołka dwuletniego, z pierwiosnka lekarskiego i z ogórecznika lek.
- Nitrogranulogen, decaris-cyclophosphamid, selen-terapia stosowana wg procedury
zespołu śp.prof. Juliana Aleksandrowicza - TFX
- Akupunktura
- Rehabilitacja ruchowa wykonywana z udziałem dyplomowanych terapeutek
- Dieta/ zalecana/ w tym tran, magnez, vit.PP, zero alkoholu, żadnych papierosów.
"Kobiecość to nie ładna twarz, płaski brzuch czy piękna skóra.
Kobiecość to jest piękne wnętrze. Czułość, ciepło, wyrozumiałość.
Umiejętność bycia blisko."
Liv Ullmann
Moja Bożenka właśnie dlatego jest moja, bo gdy Ją poznałem
miała nie tylko ładną buzię, piękną cerę, ale cechowała Ją wyjątkowa
kobiecość. Do wnętrza Jej nie zaglądałem - nie wiem czy było piękne :),
ale wiem, że była wrażliwa, opiekuńcza, bardzo skromna.
Lubiła milczeć, również przemilczeć co nieco, potrafiła słuchać.
Była nieprzewidywalna, zaskakiwała, zadziwiała, często droczyła się
z prawdą - w skutkach nieszkodliwych. Może dlatego była zawsze lubiana.
Piszę w czasie przeszłym, chociaż do dziś nic się nie zmieniło, tylko że dziś
nawet gdyby mocno chciała, to nic nie potrafi okazać, niczym zaskoczyć
- cały czas milczy, patrzy swoimi pięknymi oczami i jest najukochańsza.
Olsztyn - Kortowo
Właśnie w tym mieście, w tej najpiękniejszej dla mnie
dzielnicy Olsztyna-Kortowie studiowaliśmy, poznaliśmy
się, przeżyliśmy najpiękniejszy okres zakochania,
fascynacji i miłości.Bożenka, gdy Ją poznałem 3 maja
1963 roku jeszczeprzez jeden miesiąc miała 18 lat,
dopiero 3 czerwca skońcyła 19 lat. Elblążanka, córka
nauczyciela WF-u bardzo ładnie pływała, biegała ze mną
po pięknym parku i lasach okalających jezioro
Kortowskie. Zresztą nasze poznanie miało miejsce
podczas rajdu studenckiego. Lata studiów to dla nas
najpiękniejszy okres życia, choć i potem, a nawet dziś
jest ono dla mnie udane. Tylko jeszcze nadmienię, iż nic
wówczas nie wskazywało na to, że za kilka lat dopadnie
Ją nieuleczalna, jak dotąd, choroba.
Bydgoszcz
Po studiach wróciłem do mojego rodzinnego miasta,
a za mną Bożenka. W Bydgoszczy pracowałem 6 lat,
Bożenka trochę krócej. Zwieńczeniem naszej miłości
i 2-letniego szczęśliwego pożycia małżeńskiego
były narodziny w 1970 roku naszego jedynego syna
Artura Adama. Wtedy również nic nie wskazywało
na to, żeby jakakolwiek choroba nękała moją kochaną
żonę. Można powiedzieć, że w Bydgoszczy Bożenka
była nadal zdrowa. Z Bydgoszczy wyprowadziliśmy
się w 1972 roku do Elbląga - rodzinnego miasta
Bożenki
Elbląg
Znane są liczne przypadki, że stwardnienie rozsiane
ujawnia się w organiźmie kobiety po urodzeniu dziecka.
I jeśli postęp tej choroby w niektórych wypadkach jest tak
wolny jak u mojej Bożenki, to stwardnienie rozsiane mogło
mieć początek u Niej właśnie w 1970 roku, gdy urodziła syna.
Pierwsze objawy, to narastające narzekanie na ociężałość
w nogach. Bożenka nie należy do osób, które lubią narzekać,
dlatego skarżenie się na zmęczenie nóg z powodu zwykłego
spaceru po mieście musiało naprawdę coś oznaczać.
Przy tym wystąpiły okresowe kłopoty ze wzrokiem -
gdy Bożenka patrzyła na ekran telewizora, to wydawało się
Jej, że obraz jest nieostry.Pojawiły się także zakłócenia w
oddawaniu moczu.Tak, jak Bożenka mi mówiła, to po prostu
nie mogła się szybko załatwić.Bo z kontrolą nad oddawaniem
moczu długo nie było problemu. Dopiero takowy pojawił się
kilkanaście lat temu - w latach 90-tych.
Wstępna diagnoza lekarza ogólnego postawiona
w 1973 roku została potwierdzona przez neurologa.I wtedy
to usłyszeliśmy, że stwardnienie rozsiane to nie taka straszna
choroba, a ja powinienem przygotować się
psychicznie, a zwłaszcza fizycznie do wykonywania
wszelkich prac, zwłaszcza domowych.
W czerwcu tegoż roku Bożenka pierwszy raz trafiła do
szpitala z powodu sm. Potem zmiana pracy na lżejszą, bo
administracyjną w Urzędzie Miejskim w Elblągu.Przejście na
rentę miało miejsce w 1979 roku. W 1988 roku pojawił się
wózek inwalidzki. W 1991 roku pierwsza opiekunka.
Zawsze Bożenkę kochałem, ale w miarę jak choroba robi niszczące postępy, kocham Ją jeszcze bardziej.
Na kortowskim stoku Bożenka patrzy sobie na
akademiki, prawdopodobnie na moją Dwójkę, bo Jej
Trójka widoczna jest pośrodku zdjęcia. 1968 rok
Bożenka na tle jeziora Kortowskiego.
1968 rok
Olsztyn - 1968 rok
Medykamenty i terapie, które Bożenka musiała
polubić w latach 1973-1995
/bo obecnie wszelkie leki zostały odstawione/
Moje Bożeniątko w swoim pokoju,
na "swoim" miejscu, gdzie codziennie
sadzam Ją na fotelu o godz. 6 rano.
Oczywiście z wyjątkiem weekendów.
/ tak było do 31 grudnia 2007 r.
tj. do czasu, gdy pracowałem
zawodowo. Teraz upragniona i
szczęśliwa emerytura. Czasem
dysponujemy wg własnego widzimisię/
Zdjęcia wykonane
25 stycznia 2004 roku.
Ostatnia aktualizacja 5 listopada 2011
Bożenka w Krajowym Ośrodku
Rehabilitacyjnym dla Chorych na
Stwardnienie Rozsiane w Dąbku
- wrzesień 2002 rok.
Z Bożenką byłem tam razem ponad
tydzień, gdyż beze mnie było Jej
smutno, a mówiąc szczerze mnie bez
Niej też. Bożenka była tam 3 tygodnie.
Gdy pracowałem, cały urlop
spędzałem z Bożenką w
Borach Tucholskich
Zdjęcie z pobytu tam w 2003 roku
18-letnia Bożenka
Truszkowska
Zobacz również
WAKACJE 2005
Bożenka niestety jest w zupełności zdana na mnie. I z tego
obowiązku staram się wywiązywać jak najlepiej. Mieszkamy
sami, więc wszelkie zabiegi higieniczne, karmienie, układanie do
snu, zmiana pampersa wszystko to należy do mnie /z wyjątkiem
czasu gdy pracowałem, wykonywały to wtedy pielęgniarki z izby
pielęgniarskiej/. A muszę nadmienić, że Bożenka nigdy w sm-ie
nie miała tzw. rzutu. To jest Jej raczej obce. U Niej stwardnienie
rozsiane postępuje wolno, ale konsekwentnie. Przeważnie czuje
się dobrze tylko ręce i nogi ma bezwładne, już nie mówi, a
najgorsze to ostatnio to, że ma kłopoty z przełykaniem pokarmu.
Często krztusi się. Ale wszystko robię, by Bożenka czuła się jak
najlepiej../Obecny stan - rok 2011 - znacznie poważniejszy/
Lubi, gdy codziennie wklepuję w Jej buzię dobre kremy
i perfumuję markowymi zapachami. Estee Lauder, Givenchy,
Lancome, zwłaszcza Helena Rubinstein - krem pod oczy.Tu nie
omieszkam powiedzieć, że dużą satysfakcję sprawia mi kupowanie
dla Niej dobrych kosmetyków.
Bo cóż mi innego pozostaje. Lekarstwa - które Bożenkę by
uzdrowiło- na razie nie ma. Bożenka bardzo pogodnie znosi swoje
cierpienie. Ja staram się jak tylko mogę ulżyć Jej we wszystkim.
Opatrzność tylko gorąco proszę, aby zachowała we
względnie dobrym zdrowiu mój kręgosłup, bo jak on mi
"zachoruje" to nie wiem, kto moją Bożenkę będzie kilkakrotnie w
ciągu dnia dźwigał. Bożenka kiedyś moja wielka miłość, dziś moje
całe życie.
Aha, jeszcze jedno; moja żona oficjalnie to Bożenna, a na co
dzień to Bożenka, Bożuśka, Bożunia, Bożusia, Bożusieńka,
Bożeniątko Najukochańsze.
Smutna refleksja nad "radosnymi" teoriami
Kilka ładnych lat temu przyjęto podział klinicznego obrazu stwardnienia rozsianego na 4 typy, które są
charakterystyczne dla poszczególnych grup chorych. Sm, które gnębi moją Bożenkę należy do typu PP czyli
primary progressive tzn. choroba charakteryzuje się stałą progresją bez tzw. rzutów. Bożenka nie zna widocznego i
wyraźnego rzutu choroby. Owszem są dni, gdy czuje się nie najlepiej np. w letnie upalne dni, albo w okresie
przeddeszczowym. Ale to nie jest regułą i nie ma takiej sytuacji, że czuje się fatalnie. Mimo to, ten typ stwardnienia
rozsianego nie należy do optymistycznego, tutaj rokowania są niekorzystne. I mimo stosowania się do różnych
zaleceń rehabilitacyjnych, dietetycznych, nie mówiąc o farmakoterapii stan zdrowia mojej Bożenki ciągle,
systematycznie, bez nagłych tąpnięć ulegał i ulega pogorszeniu. I trwa to już prawie 40 lat. A od samego początku,
gdy stwardnienie rozsiane pojawiło się u mojej Bożenki spotykamy się z różnymi teoriami, hipotezami, wręcz
konkretnymi preparatami "gwarantującymi" powrót do zdrowia. Również niektórzy lekarze, a i nie mała grupa
zaangażowanych chorych, sili się na różnego rodzaju teorie, z których wynika, że takie a takie postępowanie daje
duże szanse na powstrzymanie sm, przedłużenie okresu sprawności, a nawet cofnięcie się choroby.
Nie chcę tu dyskredytować tych teorii, bowiem wszelka aktywność fizyczna i psychiczna sprzyja poprawie zdrowia
nie tylko osoby chorej, ale i zdrowej. A te właśnie teorie bazują przede wszystkim na rehabilitacji ruchowej
i ćwiczeniach mentalnych. Muszę się przyznać, że na początku choroby też próbowaliśmy prawie wszystkiego co
nam oferowano i o czym gdzieś wyczytaliśmy. Niestety - za każdym kolejnym razem rozczarowanie było smutniejsze.
Natomiast chciałbym wrzucić tu swoje trzy grosze z innego powodu, mianowicie ciekawy jestem z jakich grup z
charakterystycznym typem dla sm wywodzą się Ci chorzy, którzy mimo wieloletniej choroby dziś pracują, studiują,
wspinają się po górach, podróżują po świecie i snują swoje przepisy na wyleczenie z sm. Bo bardzo wątpię, aby chorzy
Ci wywodzili się z typów PP czy PR/ progressive-relapsing/. Znam przypadki, gdy osoby chorują prawie 40 lat a mimo
to chodzą po domu - owszem trzymając się ścian - ale chodzą, a żadnych specjalnych ćwiczeń fizycznych i
psychicznych nie stosują, bo takowych nawet nie znają. Znałem też chorych, którzy na głowie stawali, by jak
najdłużej utrzymać sprawność i.... mimo to, po upływie zaledwie kilku lat niestety już ich nie ma.
Nie piszę tego, aby kogoś zniechęcić do próbowania czegokolwiek. Każda próba - nawet zakończona
niepowodzeniem - warta jest takowego podjęcia, gdyż nawet iskierka nadziei by pokonać stwardnienie rozsiane tego
wymaga. Natomiast piszę to dlatego aby Ci, którzy ulegną fascynacji takimi teoriami i podejmą stosowne próby,
nie byli zbyt rozczarowani, gdy podjęty wysiłek okaże się zmarnowany lub efekt nie będzie taki, jakiego oczekiwali.
Od siebie powiem to, co usłyszałem na konferencji nt. sm zorganizowanej w Warszawie na Banacha
w latach 80-tych z udziałem takich lekarzy jak Cendrowski, Skotnicki, Wajgt, że istotne w tej chorobie są:
- szeroko pojęta rehabilitacja,
- higieniczny tryb życia i odżywiania,
- zapewnienie choremu komfortu psychicznego
- umiarkowana farmakoterapia
czyli nic nowego, żadne rewelacje.
Dziś, gdy ktoś nam oferuje "skuteczne" preparaty i "sprawdzone" metody leczenia, odpowiadam:
- tak długo czekaliśmy, to jeszcze trochę poczekamy na coś, co będzie uznane przez naukę. Aktualnie
duże nadzieje niosą informacje o leku FTY720, który ma zostać zarejestrowany podobno w 2011r.



W te kochane oczęta mogę patrzeć i patrzeć bez końca.
A Bożenka sobie patrzy zupełnie wyluzowana,
bo wie, że gdy ja jestem przy Niej, to wszystko jest OK.
multiple sclerosis
Witrynę najlepiej oglądać
w Internet Explorer
zalecana rozdzielczość 1024 x 768
... a mimo to, po ponad 48 latach nadal najważniejsza jest miłość.
Dopiero po niej plasuje się stwardnienie rozsiane
i dlatego nie jest ono takie uciążliwe.
To jest nasza recepta na "dobre" sm.
14-letnia Bożenka na pewno
już wtedy marzyła o szczęśliwej
przyszłości, miłości, a jakieś SM ?
Nie wiedziała co to jest.
Wybrańcy losu
chorym na sm
w nogach ołów i wata
dłonie z pamięcią ciepłych uścisków
czucie opaczne coraz namolniejsze
tylko puls taki sam
bezbarwny
dni i noce przemartwione
w codziennym menu szczypta goryczy
piękno wygląda inaczej
jakby przez mgłę
przedziera się wzrok
zagłębieni w migdałowej toni
chcieliby zbłądzić na mlecznym szlaku
i nie powracać nie patrzeć
na pejzaż bez horyzontu
09.04.2011 Wiktor Mazurkiewicz