"Kobiecość to nie ładna twarz, płaski brzuch czy piękna skóra.
Kobiecość to jest piękne wnętrze. Czułość, ciepło, wyrozumiałość.
Umiejętność bycia blisko."
Liv Ullmann
Moja Bożenka właśnie dlatego jest moja, bo gdy Ją poznałem
miała nie tylko ładną buzię, piękną cerę, lecz przede wszystkim przepiękny
charakter. Cechowała Ją wyjątkowa kobiecość i była dla mnie zawsze
najukochańsza. Najbardziej ujęła mnie swoją skromnością, prostotą i prawie
że marginalnym zainteresowaniem sprawami materialnymi.
Te cechy osobowościowe nie uległy żadnej zmianie i pozostały u Bożenki
do dziś. Bożenka mogłaby zostać uczniem greckiego matematyka i filozofa
Pitagorasa, który powiedział:
-"Staraj się żyć skromnie i uczciwie". Taka jest moja Bożenka.
Olsztyn - Kortowo
Właśnie w tym mieście, w tej najpiękniejszej
dla mnie dzielnicy Olsztyna - Kortowie studiowaliśmy,
poznaliśmy się, przeżyliśmy najpiękniejszy okres
zakochania, fascynacji i wielkiej miłości.
Bożenka, gdy Ją poznałem 3 maja 1963 roku jeszcze
przez jeden miesiąc miała 18 lat, dopiero 3 czerwca
skońcyła 19 lat. Elblążanka, córka nauczyciela WF-u
bardzo ładnie pływała, biegała ze mną po pięknym
parku i lasach okalających jezioro Kortowskie.
Zresztą nasze poznanie miało miejsce podczas
rajdu studenckiego. Lata studiów to dla nas
najpiękniejszy okres życia, choć i potem, a nawet dziś
jest ono dla mnie udane.Tylko jeszcze nadmienię, iż nic
wówczas nie wskazywało na to, że za kilka lat
dopadnie Ją nieuleczalna, jak dotąd, choroba.
Bydgoszcz
Po studiach wróciłem do mojego rodzinnego miasta,
a za mną Bożenka. W Bydgoszczy pracowałem 6 lat,
Bożenka trochę krócej. Zwieńczeniem naszej miłości
i 2-letniego szczęśliwego pożycia małżeńskiego
były narodziny w 1970 roku naszego jedynego syna
Artura Adama. Wtedy również nic nie wskazywało na
to, żeby jakakolwiek choroba nękała moją kochaną
żonę. Można powiedzieć, że w Bydgoszczy Bożenka
była nadal zdrowa. Z Bydgoszczy wyprowadziliśmy
się w 1972 roku do Elbląga - rodzinnego miasta
Bożenki
Elbląg
Znane są liczne przypadki, że stwardnienie rozsiane
ujawnia się w organiźmie kobiety po urodzeniu dziecka.
I jeśli postęp tej choroby w niektórych wypadkach jest tak
wolny jak u mojej Bożenki, to stwardnienie rozsiane mogło
mieć początek u Niej właśnie w 1970 roku, gdy urodziła syna.
Pierwsze objawy, to narastające narzekanie na ociężałość
w nogach. Bożenka nie należy do osób, które lubią narzekać,
dlatego skarżenie się na zmęczenie nóg z powodu zwykłego
spaceru po mieście musiało naprawdę coś oznaczać.
Przy tym wystąpiły okresowe kłopoty ze wzrokiem -
gdy Bożenka patrzyła na ekran telewizora, to wydawało się
Jej, że obraz jest nieostry.Pojawiły się także zakłócenia w
oddawaniu moczu.Tak, jak Bożenka mi mówiła, to po prostu
nie mogła się szybko załatwić.Bo z kontrolą nad oddawaniem
moczu długo nie było problemu. Dopiero takowy pojawił się
kilka lat temu - w latach 90-tych.
Wstępna diagnoza lekarza ogólnego postawiona
w 1973 roku została potwierdzona przez neurologa.
I wtedy to usłyszeliśmy, że stwardnienie rozsiane to nie taka
straszna choroba, a ja powinienem przygotować się
psychicznie, a zwłaszcza fizycznie do wykonywania
wszelkich prac, zwłaszcza domowych.
W czerwcu tegoż roku Bożenka pierwszy raz trafiła do
szpitala z powodu sm. Potem zmiana pracy na lżejszą, bo
administracyjną w Urzędzie Miejskim w Elblągu.Przejście na
rentę miało miejsce w 1979 roku. W 1988 roku pojawił się
wózek inwalidzki. W 1991 roku pierwsza opiekunka.
Zawsze Bożenkę kochałem, ale w miarę jak choroba robi niszczące postępy, kocham Ją jeszcze bardziej.
Na kortowskim stoku Bożenka patrzy sobie na
akademiki, prawdopodobnie na moją Dwójkę, bo Jej
Trójka widoczna jest pośrodku zdjęcia. 1968 rok
Bożenka na tle jeziora Kortowskiego.
1968 rok
Olsztyn - 1968 rok
Medykamenty i terapie, które Bożenka musiała
polubić w latach 1973-1995
/bo obecnie wszelkie leki zostały odstawione/
- Dexamethason, cocarboxylasum, vit.B6 i B12
- Baclofen
- Mydocalm
- Synacten
- Lisozina
- Padma 28-z recept wystawianych przez prof.Witolda J.Brzosko i sprowadzanej ze
Szwajcarii, bo dziś ten ziołowy specyfik dostępny jest w każdej aptece bez recepty z tym,
że już raczej nie zalecany na stwardnienie rozsiane. - Olej z wiesiołka dwuletniego, z pierwiosnka lekarskiego i z ogórecznika lek.
- Nitrogranulogen, decaris-cyclophosphamid, selen-terapia stosowana wg procedury
zespołu prof. Juliana Aleksandrowicza - TFX
- Akupunktura
- Rehabilitacja ruchowa wykonywana z udziałem dyplomowanych terapeutek
- Dieta/ zalecana/ w tym tran, magnez, vit.PP, zero alkoholu, żadnych papierosów.
Moje Bożeniątko w swoim pokoju,
na "swoim" miejscu, gdzie codziennie
sadzam Ją na fotelu o godz. 6 rano.
Oczywiście z wyjątkiem weekendów.
Zdjęcia wykonane
25 stycznia 2004 roku.
Ostatnia aktualizacja 22 listopada 2008 r.
Bożenka w Krajowym Ośrodku
Rehabilitacyjnym dla Chorych na
Stwardnienie Rozsiane w Dąbku
- wrzesień 2002 rok.
Z Bożenką byłem tam razem ponad
tydzień, gdyż beze mnie było Jej
smutno, a mówiąc szczerze mnie bez
Niej też. Bożenka była tam 3 tygodnie.
Corocznie cały swój urlop spędzam
z moją Bożenką w Borach Tucholskich
Zdjęcie z pobytu tam w 2003 roku
17-letnia Bożenka
Truszkowska
22-letnia zakochana
Bożenka Truszkowska
Zobacz również
WAKACJE 2005
Bożenka niestety jest w zupełności zdana na mnie. I z tego
obowiązku staram się wywiązywać jak najlepiej. Mieszkamy
sami, więc wszelkie zabiegi higieniczne, karmienie, układanie do
snu, zmiana pampersa /z wyjątkiem czasu gdy jestem w pracy,
wykonują to wtedy pielęgniarki z izby pielęgniarskiej/ wszystko
to należy do mnie. A muszę nadmienić, że Bożenka nigdy w sm-ie
nie miała tzw. rzutu. To jest Jej raczej obce.Jej stwardnienie
rozsiane postępuje wolno, ale konsekwentnie. Przeważnie czuje
się dobrze tylko rączki i nóżki ma bezwładne, prawie nie mówi, a
najgorsze to ostatnio to, że ma kłopoty z przełykaniem pokarmu.
Często krztusi się. Ale wszystko robię, by Bożenka czuła się
względnie dobrze, normalnie.
Lubi, gdy codziennie wklepuję w Jej buźkę dobre kremy
i perfumuję też dobrymi, markowymi zapachami.
Dior, Givenchy, Lancome, Guerlain - nie są Jej obce.
Tu nie omieszkam powiedzieć, że dużą satysfakcję sprawia mi
kupowanie dla Niej dobrych kosmetyków.
Bo cóż mi innego pozostaje.
Lekarstwa, które Bożenkę by uzdrowiło na razie nie ma.
Bożenka bardzo pogodnie znosi swoje cierpienie. Ja staram się jak
tylko mogę ulżyć Jej we wszystkim.
Opatrzność tylko gorąco proszę, aby zachowała we względnie
dobrym zdrowiu mój kręgosłup, bo jak on mi "zachoruje"
to nie wiem, kto moją Bożenkę będzie kilkakrotnie w ciągu dnia
dźwigał.
Bożenka kiedyś moja wielka miłość, dziś moje całe życie.Aha,
jeszcze jedno, moja żona oficjalnie to Bożenna, a na co
dzień to Bożenka, Bożuśka, Bożunia, Bożusia, Bożusieńka,
Bożeniątko Najukochańsze
Smutna refleksja nad "radosnymi" teoriami
Kilka ładnych lat temu przyjęto podział klinicznego obrazu stwardnienia rozsianego na 4 typy, które są
charakterystyczne dla poszczególnych grup chorych. Sm, które gnębi moją Bożenkę należy do typu PP czyli
primary progressive tzn. choroba charakteryzuje się stałą progresją bez tzw. rzutów. Bożenka nie zna widocznego i
wyraźnego rzutu choroby. Owszem są dni, gdy czuje się nie najlepiej np. w letnie upalne dni, albo w okresie
przeddeszczowym. Ale to nie jest regułą i nie ma takiej sytuacji, że czuje się fatalnie. Mimo to, ten typ stwardnienia
rozsianego nie należy do optymistycznego, tutaj rokowania są niekorzystne. I mimo stosowania się do różnych
zaleceń rehabilitacyjnych, dietetycznych, nie mówiąc o farmakoterapii stan zdrowia mojej Bożenki ciągle,
systematycznie, bez nagłych tąpnięć ulegał i ulega pogorszeniu. I trwa to już prawie 35 lat.
A od samego początku, gdy stwardnienie rozsiane pojawiło się u mojej Bożenki spotykamy się z różnymi
teoriami, hipotezami, wręcz konkretnymi preparatami "gwarantującymi" powrót do zdrowia. Również niektórzy
lekarze, a i nie mała grupa zaangażowanych chorych sili się na różnego rodzaju teorie, z których wynika, że takie a
takie postępowanie daje duże szanse na powstrzymanie sm, przedłużenie okresu sprawności, a nawet cofnięcie się
choroby. Nie chcę tu dyskredytować tych teorii, bowiem wszelka aktywność fizyczna i psychiczna sprzyja poprawie
zdrowia nie tylko osoby chorej , ale i zdrowej. A te właśnie teorie bazują przede wszystkim na rehabilitacji ruchowej
i ćwiczeniach mentalnych. Muszę się przyznać, że na początku choroby też próbowaliśmy prawie wszystkiego co
nam oferowano i o czym gdzieś wyczytaliśmy. Niestety -za każdym kolejnym razem rozczarowanie było smutniejsze.
Natomiast chciałbym wrzucić tu swoje trzy grosze z innego powodu, mianowicie ciekawy jestem z jakich grup z
charakterystycznym typem dla sm wywodzą się Ci chorzy, którzy mimo wieloletniej choroby dziś pracują, studiują,
wspinają się po górach, podróżują po świecie i snują swoje przepisy na wyleczenie z sm. Bo bardzo wątpię, aby chorzy
Ci wywodzili się z typów PP czy PR/ progressive-relapsing/. Znam przypadki, gdy osoby chorują prawie 40 lat a mimo
to chodzą po domu - owszem trzymając się ścian - ale chodzą, a żadnych specjalnych ćwiczeń fizycznych i
psychicznych nie stosują, bo takowych nawet nie znają. Znałem też chorych, którzy na głowie stawali, by jak
najdłużej utrzymać sprawność i....mimo to, po upływie zaledwie kilku lat niestety już ich nie ma wśród nas.
Nie piszę tego, aby kogoś zniechęcić do próbowania czegokolwiek. Każda próba- nawet zakończona
niepowodzeniem - warta jest takowego podjęcia, gdyż nawet iskierka nadziei by pokonać stwardnienie rozsiane tego
wymaga. Natomiast piszę to dlatego aby Ci, którzy ulegną fascynacji takimi teoriami i podejmą stosowne próby,
nie byli zbyt rozczarowani, gdy podjęty wysiłek okaże się zmarnowany lub efekt nie będzie taki, jak oczekiwany.
Od siebie powiem to, co usłyszałem na konferencji nt. sm zorganizowanej w Warszawie na Banacha
w latach 80-tych z udziałem takich lekarzy jak dr dr Cendrowski, Skotnicki, Wajgt, że ważne w tej chorobie są:
- szeroko pojęta rehabilitacja,
- higieniczny tryb życia i odżywiania,
- zapewnienie choremu komfortu psychicznego
- umiarkowana farmakoterapia
czyli......nic nowego, ale też nic z samosiejstwa "teoretyczno-zaściankowego".
Dziś, gdy ktoś nam oferuje "skuteczne" preparaty i "sprawdzone" metody leczenia, ja odpowiadam:
- tak długo czekaliśmy, to jeszcze trochę poczekamy, aż ten "preparat" czy "sprawdzona" metoda
uhonorowane zostaną nagrodą Nobla. Wtedy na pewno to zastosujemy.
Byłbym wdzięczny gdybyś
swoją opinię o tej stronie
odnotował/a w
Księdze gości
jeśli tak ... ,
to z góry serdeczne dzięki
... a mimo to, po ponad 42 latach nadal najważniejsza jest miłość.
Dopiero po niej plasuje się stwardnienie rozsiane
i dlatego nie jest ono takie uciążliwe.
To jest nasza recepta na "dobre" sm.
W te kochane oczęta mogę patrzeć i patrzeć bez końca.
A Bożenka sobie patrzy zupełnie wyluzowana,
bo wie, że gdy ja jestem przy Niej, to wszystko jest OK.
multiple sclerosis
mojego życia
Te strony najlepiej oglądać
używając
M. Internet Explorer
This site is best viewed using
M. Internet Explorer