Nadzieja, wiara i miłość
gdy respirator trzymał twoje życie
by nie uciekło tam na drugą stronę
a rozpalone ciało i blade powieki
dławiły nadzieję
ja rozmawiałem z Tym
który daje i zabiera byt nasz ziemski kruchy
Panie, w Twoim bezkresie
cóż wart jest pyłek życia mojej żony
zostaw go jeszcze na chwilę
bo niczym on dla Ciebie dla mnie wszystko znaczy
ozdrowiałaś
wdzięczność oboje ślemy Opatrzności
choć ty nieśmiałym zdrowiem patrzysz
milczenie teraz twoją mową - nieważne
moja korona
/ W lutym 2006 r. Bożenka walczyła ze śmiercią na Oddziale Intensywnej
Terapii żyjąc pod respiratorem przez kilka dni w stanie nieprzytomnym.
Przy tym zapalenie płuc, obrzęk całego ciała, cukrzyca polekowa oraz na
domiar złego - infekcja groźną bakterią z OIOM-u, odleżyny na głowie,
na uszach i pośladku. Wróciła do domu z rurką tracheostomijną oraz przetoką
żołądkową.Ten powrót do zdrowia ma znamiona cudownego ozdrowienia /
Wiktor Mazurkiewicz 04.04.2006



jak księżniczka
nie ma paszportu
inne dokumenty mają starą datę
nie ma komórki i jedenastu par spodni
nie jeździ drogami szybkiego ruchu
cicha wierna w skromnej spódnicy
włosy przyprószone nigdy nie zafarbowane
pewna siebie dostojna
mieszka w komnatach z dwoma przedsionkami
i zastawkami - na wszelki wypadek
zdecydowana na wszystko - na dobre i na złe
Wiktor Mazurkiewicz
11.2005
Tamte chwile
Kobiecie mojego życia
co bym dał, by usłyszeć muzykę twojego głosu
szeptaną podczas
chwil biegnących w nieznane
co bym dał, byśmy mogli iść razem
gdziekolwiek przed siebie
na rękach niosłoby nas lekko
co bym dał, byś kołnierzyk chciała mi poprawić
o czystej chusteczce przypomnieć
myślom, że mogą zabłądzić
chciałbym, abyś leżała na plaży
rozpalona bryzą a mewy
zazdrosne mieszały szum morza z wrzaskiem
chciałbym wyjść ci naprzeciw
podać rękę gdy wracasz do domu
w rytmie potoku sami dla siebie
zachód słońca bywa barwy złocistej
nam przypadł szary
to co niezwykłe odeszło
więź i powroty kolorowe
taki krajobraz
na finał banalny
Wiktor Mazurkiewicz
31 października 2005








Slajdy
Kwiatku uśmiechnięty
zatrzymany w kadrze
czy to Ty
wciąż nie więdnący
kiedy to było
wczoraj
rok temu
a może mi się śniło
nasze życie oszukał czas
niby wolno płynął
przyszłość wciąż odsuwał
a jednak kroplę do kropli dolewał w nas
dobrze że są te slajdy
tak jakby nic się nie zmieniło
patrzysz na mnie, obejmujesz
a może to nie jesteś Ty
na jutro nie czekam
do kosza wyrzucam
żyję tym co za mną
srebro tu się kłania
Wiktor Mazurkiewicz 8 maja 2006
Widzą, mówią, czują
mojej Bożence
niebieskie ufne szeroko otwarte
żadnego skosu naturalna linia
kiedyś mój ojciec usłyszał
- piękne oczy ma pana synowa
czas wszystko zmienia
one takie same
już bez kokieterii bez radości
zbratane ze smutkiem
nie dla nich szeroki świat
szmaragd morza spienionego
patrzą dziś beznamiętnie
pejzażem cztery ściany i ja
teraz mową niewyraźny szept
gdy odebrano sens głosowi
widzą mówią czują
wciąż posłuszne życiu
Wiktor Mazurkiewicz
25 kwietnia 2006


Z autobiografii
Kortowo - maj
wschód mojego słońca
figle żakowskie troski błahe
pożegnanie samotności
to nie było pierwsze wejrzenie
lecz wszystko pierwsze się spełniło
studia dzienne bez notatek
po wieczory zakończone brzaskiem
wakacje praktyki i koszmar rozłąki
dwa listy pisane czerwono codziennie
sesje egzaminy cisza biblioteczna
na stole książki pod splecione ręce
* * *
do dziś dereniowym łykiem scaleni
pogodą i wiarą w przyszłość
ukrytych szans coraz mniej
jeszcze się tlą i płomień wciąż jest
los chybił rzucając chorobą w nas
nie wyrósł żaden chwast w ogrodzie
wędrówka we mgle droga wyboista
coraz częściej oznaki zmęczenia
wytrwamy
do celu nie tak daleko
dzięki Bogu wciąż razem
w każdej pogodzie
14.10.2005







Bez skrupułów
wybudzona z głębokiej zadumy
przeciera zaspane powieki
rozsiewa myśli wygłodzone
kolorowieje
z wierzbowych witek
zakręca bazie
krysie anki
tu przylot tam odlot
sercom dostraja rytmy
radość dnia przelewa do nocy
rozpina klamrę marzeniom
w odurzającym każe trwać splocie
niestety dobiega nasz czas
- szkoda że odchodzisz tak wcześnie
i zabierasz to wszystko
bezpowrotnie bez litości
Wiktor Mazurkiewicz
24 maja 2006
Też życie
odklej wzrok od zegara
lepsza jasność okien
nie rysuj paznokciami skóry
gładszy papier pościeli
gdy zator usunięty
nogi podkurczonena prawym boku
spełnia się życie
promyk cię ogarnia
pokój radośnieje
łap chwilę południa
nie myśl o mroku
anturium na stoliku
zawieszony uśmiech
odleżyny czyhają
cierniowy szlak
06.06.2006
Wiktor Mazurkiewicz
Darowi od Boga
Systematyczny acipenser sturio
talerz zdradza jego szlachetność
a Twoją klepsydra epitafium
in memoriam - nie
krzyż od dawna
zaparłaś się siebie
naśladujesz
/ Bożenna - imię słowiańskie, znaczy - dar od Boga,
acipenser sturio - w systematyce ryb, jesiotr zachodni /
Wiktor Mazurkiewicz
08.06.2006
Zaktualizowano 10 lipca 2009
Aktualizacja 12 września 2009
Aktualizacja 13 października 2010
Aktualizacja 09 kwietnia 2011
Wybrańcy losu
chorym na sm
w nogach ołów i wata
dłonie z pamięcią ciepłych uścisków
czucie opaczne coraz namolniejsze
tylko puls taki sam
bezbarwny
dni i noce przemartwione
w codziennym menu szczypta goryczy
piękno wygląda inaczej
jakby przez mgłę
przedziera się wzrok
zagłębieni w migdałowej toni
chcieliby zbłądzić na mlecznym szlaku
i nie powracać
nie patrzeć
na pejzaż bez horyzontu
09.04.2011 Wiktor Mazurkiewicz
Moja Śliczna