Tak wyglądały początki mojego życia,
oczywiście przy ulicy Saperów Nr 9
w Bydgoszczy - Jachcice.
Zdjęcia wykonane w sierpniu 1943 roku
czyli w ósmym miesiącu mojego życia
na podwórzu i w lesie przy którym dorastałem.
Niżej zadowoleni Rodzice.
Szkoła Podstawowa Nr 32 im. Marii Curie Skłodowskiej
Nie pamiętam jaki ja wtedy byłem,
na pewno nie świętoszek, choć
i taki najgorszy też nie, bo chyba
dobrze mi z oczu patrzy.
Zdjęcie wykonane 23 stycznia 1950
roku, a więc skończyłem 7 rok życia.
Za 9 miesięcy poszedłem
pierwszy raz do szkoły podstawowej
Zdjęcie z września 1955 roku, a więc
12-latek i uczeń klasy VI.b. Już wtedy
zaczęły pojawiać się u mnie pierwsze
symptomy zauroczenia płcią piękną;
dokładnie pamiętam jak bardzo podobała
mi się wtedy nauczycielka j.rosyjskiego
wychowawczyni naszej klasy V.b. Pani
Danuta Sosnowska. Z końcem roku szkolnego
1954/55 odeszła ze szkoły na studia wyższe.
Bardzo się tym zmartwiłem.


O jednym epizodziku muszę wspomnieć, bo dobrze go pamietam; może była to ostatnia lekcja rosyjskiego, kiedy to Danuta
Sosnowska poinformowała nas - swoją klasę - o odejściu ze szkoły na studia. Po lekcji wyszedłem na korytarz, Ona
pozostawała jeszcze w klasie. Gdy wyszła podszedłem do Niej i zapytałem czy to konieczne, aby szła na studia, bo przecież
chyba będzie wojna. Ona uśmiechnęła się i zapytała, że niby dlaczego miałaby być wojna... Nie pamiętam jak to
argumentowałem, ale pamiętam Ją uśmiechniętą, życzliwie patrzącą na mnie, zatroskanego. To był rok 1955. Dziś nie
kojarzę jaka wtedy była sytuacja międzynarodowa. Z pewnością był to okres tzw. zimnej wojny. A chociaż nigdy w życiu "nie
splamiłem się" przynależnością do żadnej partii, to polityką interesowałem się bardzo, zwłaszcza w technikum. Stefan
Litauer z Londynu był moim ulubionym sprawozdawcą. Ze stacji polskojęzycznej chyba BBC. Pamiętam jego słowa:-"Tu
Londyn, mówi Stefan Litauer". Również Wolna Europa. Wracając do zdjęcia, z drugiej strony Naszej Pani - Jurek Kopaniarz,
najbliższy wtedy kolega. Przede mną Irka Ceglewska, mieszkająca wówczas blisko mnie. W okularach - Karol Zieliński
mieszkający w bliźniaczym domu, najbliżej mnie, bo za ścianą. Piszę o bliskości zamieszkiwania, gdyż to wpływało na
częstość kontaktów w czasie pozalekcyjnym. Jak mnie pamięć nie myli, to brak na tym zdjęciu dwóch bardzo dobrych
uczniów Ewy Karolewskiej i Leonarda Wawrzyniaka. Wszyscy siedzimy przy wyjściu na boisko szkolne.
Zdjęcie wykonane 23 maja 1955 roku.
Na zdjęciu klasowym wyraźnie widać, że wszyscy
patrzą w kierunku osoby fotografującej. Z małym
wyjątkiem - to ja patrzę na naszą Panią Danutę
Sosnowską, no i jestem blisko Niej :-)
Klasa VI.b
Na górze w jasnym sweterku, to ja. Obok mnie - w kierunku środka zdjęcia - Leonard
Wawrzyniak, który zginął tragicznie po ukończeniu tej klasy. Wychowawczynią była wtedy śp. Aniela
Niezgodzińska /Pani w okularach/, o której wspominam w "Jubileusze". Zmarła w 2006 roku
w wieku 97 lat w Gdańsku. Kobieta o niezwykle bogatym i dramatycznym życiorysie, wzór uczciwości,
patriotka. Myślę, że kiedyś zostaną spisane Jej przeżycia, wspaniałe dokonania.
Obok Niej dyrektor Szkoły - Karpiński.
Klasa VII.b
Koniec nauki w szkole podstawowej. Trzecia z lewej- nauczycielka matematyki Pani Henryka Klatecka do dziś
poprzez moją rodzinę w Bydgoszczy, od czasu do czasu pyta o mnie. Dla porządku - ja jestem na samej górze w
dresie, niżej w pionie Irka Ceglewska, dziewczyna jak się patrzy ...
Klasa II
z wychowawczynią Panią Gamalczyk.
Strzałka nad moją głową. Zdjęcie wyk. maj 1952 r.
Obok mnie-przed wychowawczynią Jurek Kopaniarz
Klasa III
Męska część klasy z Panią Janiną Głowską. Jedyny chłopak
w klasie z grzywką, to ja. Obok mnie z prawej strony - Jurek
Kopaniarz, z lewej Tadeusz Ławicki.
Klasa V.b.
... z d z i ec i ń s t w a, ... z m ł o d o ś c i ...
K o l e d z y
Dzieciństwo prawie zawsze przywołuje osoby z którymi dane nam było wspólnie
spędzać czas, przyjaźnić się, bawić. W moim wypadku jest to raczej skromne grono, a w nim
postać niekwestionowana - Jerzy Kopaniarz. Dla mnie zawsze Jurek, czasami Juras, nigdy
Jerzy. Owszem był Jerzy, ale to już zupełnie ktoś inny, też bliski lecz w czasie szkoły średniej
Jerzy Grzesiak. I o nim będzie nota w mojej witrynie. Jurek urodził się 24 października 1943
roku na tej samej ulicy co ja. Razem chodziliśmy do przedszkola przy ulicy Żeglarskiej, potem
do tej samej klasy Szkoły Podstawowej im. Marii Curie-Skłodowskiej w Bydgoszczy. To spory
okres czasu od dziecka przedszkolnego do 14 roku życia. Niezliczone godziny wspólnego
przebywania z sobą poza czasem szkolnym. Bardzo dużo graliśmy w szachy, sporo czasu
spędzaliśmy ślęcząc nad klaserami. Jurek był wiodącym w filatelistyce, pamiętam miał
Zdjęcie z 1954 r.
starszego kolegę- Romka Wilczewskiego, który zaopatrywał go w całe arkusze znaczków
zagranicznych. Jeśli chodzi o mnie, to pierwszy klaser dostałem dopiero w 1954 roku od babci, który do dziś
pieczołowicie przechowuję. Moje zamiłowanie do znaczków przejąłem po mojej Mamie, która miała sporo znaczków
luźno zbieranych od czasów Jej młodości.
Nasze spotkania koleżeńskie odbywały się prawie wyłącznie u Jurka w domu.
Najczęściej w dość dużej kuchni, stąd pamiętam dokładnie jego Mamę- kobietę wyjątkowo pogodną, prawie zawsze
uśmiechniętą. Zresztą i ojca i jego siostrę pamiętam równie dobrze. Nie byłem dla Jurka partnerem w sporcie.
On lubił sport, ja niestety do dziś to zainteresowanie mam w małym poważaniu. Pamiętam w okresie zimowym jak
Jurek zjeżdżał na łyżwach z wówczas sporej, wysokiej, oblodzonej górki u wylotu ulicy Ludwikowo tuż przed rzeką
Brdą. W połowie tej górki był oblodzony garb i zjeżdżający musiał liczyć się z koniecznością skoku 1-2 metrowego.
Jurek pokonywał tę przeszkodę bez problemu. Ja patrzyłem na to z podziwem.Latem namiętnie grywał w piłkę nożną.
Ja w piłkę nożną grałem z braku laku, czyli gdy brakowało "zawodnika". Niejaki Stachu Gruszka z ul. Średniej kiedyś
gdy stałem na bramce wołał na mnie Paragwajczyk. Chyba na cześć bramkarza tego kraju. Jedno mogę powiedzieć -
gdy chłopacy zwoływali się do gry w piłkę, ja często brałem nuty i szedłem na lekcje gry na pianinie do Pani Nadieżdy
Chodeckiej mieszkającej na ul. Półwiejskiej. Z tamtych czasów pozostały mi utwory muzyczne przepisywane przeze
mnie na czystych arkuszach nutowych, z oryginalnych zeszytów będących własnością Pani Chodeckiej.
Owszem razem z innymi jeszcze kolegami graliśmy w palanta, a zabawa w
podchody w otaczającym nas lesie była prawie codziennością. Był okres, że
namiętnie grywaliśmy w baśkę /gra w karty/ w altance u braci Tadzinka i Waldka
Dąbrowskich.
Na religię chodziliśmy do kościoła p.w. Św. Antoniego z Padwy na Czyżkówku.
Nierzadko dochodziło wtedy do "walk" między chłopakami z Jachcic, a
pićkowiakami /chłopakami z Czyżkówka/. Nie mogę nie wspomnieć również Jurka
dziadka Pana Pawelczaka, który kiedy tylko mógł zawsze uczył nas bądź to historii,
bądź geografii. Efekty nauk z geografii owocują do dziś, bowiem znam prawie
wszystkie stolice państw. Piszę prawie , gdyż szybko zmieniająca się w drugiej
połowie XX wieku mapa polityczna Afryki, zdezaktualizowała moje wiadomości
odnośnie do nowo powstałych państw Afryki.
W okresie nieco dojrzalszym łączyły nas bardziej "męskie"
zainteresowania - dziewczyny. Choć tylko podkochiwaliśmy się platonicznie, to
jednak były to dość "poważne" uczucia. Nie dawaliśmy spokoju i np. ciągnęliśmy za

Jerzy Kopaniarz
maturzysta - 1962 r.
włosy ładną lecz bardzo spokojną, małomówną Dorotkę Grabowską z ul. Niecały - uczennicę z młodszej klasy.
Też Anna Krupienko z Nowego Miasta nie była nam obojętna / Nowe Miasto - obiegowo obszar zawarty między
ulicami Kąpielową, Żeglarską i Ludwikowo/. Pamiętam jak od kogoś chyba kupiłem kawałek zdjęcia, na którym
była ta dziewczyna. W piątej klasie - jak wyżej wspomniałem - zauroczony byłem nauczycielką Danutą Sosnowską.
Z Jurkiem nie tylko wspólna szkoła, ta sama klasa, podobne zainteresowania, ale
godziny przegadanych tematów i problemów dorastających chłopaków.
Jak ręką uciął ukończenie szkoły podstawowej zakończyło nasze dotychczasowe bliskie
kontakty. Obaj poszliśmy do różnych szkół średnich, ja do Technikum Geodezyjnego,
Jurek do Technikum Kolejowego. Wtedy też spotykaliśmy się, ale już rzadziej. Nowym
wspólnym zainteresowaniem stała się ówczesna muzyka młodzieżowa. Do grona
zainteresowanych dołączył wspomniany Jerzy Grzesiak. To najczęściej u niego
słuchaliśmy muzyki tamtych lat. Radio Luxemburg było wtedy źródłem najnowszych
przebojów. Z naszej trójki Jerzy Grzesiak, Jurek Kopaniarz i ja, to właśnie Jurek nas
zdystansował. Jego zaangażowanie i fascynacja mogły być tylko przez nas podziwiane.
Jurek rozwinął szeroko korespondencję w kraju i z zagranicą. Korespondencja
zagraniczna zaowocowała licznymi materiałami wówczas niedostępnymi jak fotosy
piosenkarzy z ich autografami, czasopisma muzyczne, no i płyty. Jeden z korespondentów
zaabonował Jurkowi w Londynie muzyczny tygodnik New Musical Express . Bogatą i
ciekawą wiedzę, którą posiadł, postanowił przekazać innym. Przez trzy lata prowadził
coniedzielną rubrykę pt. "Rytmy młodych" w bydgoskim "Dzienniku Wieczornym" .

Jerzy Kopaniarz
zdjęcie z 2002 roku
Po skończeniu Technikum wyjechałem z Bydgoszczy na studia. I wtedy nasze kontakty spadły niemal do minimum, żeby
nie powiedzieć - do zera. Przed kilkunastoma dniami odnalazłem Jurka poprzez internetową książkę telefoniczną, po
około 25 latach. Ucieszyłem się z tego bardzo, On chyba nie mniej.
Okres jego niebytu został pokrótce tak przez Jurka uzupełniony;
Po skończeniu Technikum Kolejowego podjął studia wyższe. W pracy zawodowej przeszedł niemal wszystkie szczeble w
dziedzinie budownictwa - do naczelnika wydziału w Pomorskim Zjednoczeniu Budownictwa Przemysłowego i
stanowiska dyrektorskiego w Bydgoskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Przemysłowego "Pomorze" włącznie.
Kilka ładnych lat przebywał na budowach za granicą, najwięcej w Niemczech. Ta praca dopełniła posiadane już
doświadczenie zawodowe stawiając Jurka w szeregu cenionych specjalistów budownictwa, a także umożliwiła mu spełnić
jego największe marzenie: - skompletować płytotekę wykonawców, do których miał największy sentyment, mianowicie
Elvisa - kolekcja 22 CD' s oraz Connie Francis.
Płyty kompletuje do dziś za pośrednictwem wytwórni płytowej BEAR FAMILY RECORDS spod Hamburga.
Ojciec dwóch synów i dwóch uroczych wnuczek. Obiecaliśmy sobie kiedyś spotkać się i przegadać całą noc.
Ale co najważniejsze, to linia telefoniczna została uruchomiona.




"W młodości mnie one nie interesowały, bo co mi po tym, co było
dawno, jeżeli obchodziła mnie tylko przyszłość.
Dzisiaj czytam te pamiętniki chciwie, nauczony, jaką wartość mają
nazwy miejscowości, zakręty drogi, pagórki i promy na rzece.
Jak bardzo trzeba cenić prowincję i dom, i daty, i ślad minionych ludzi".
Czesław Miłosz,
"Mój dziadek Zygmunt Kunat" 2000
Są takie miejsca, zdarzenia, osoby z dzieciństwa, też z młodości, do których chętnie wracamy pamięcią.
Ten powrót bywa tym częstszy, im więcej latek nam przybywa. Tak przynajmniej jest w moim przypadku.
Dwa są takie miejsca do których czuję wielki sentyment, to oczywiście Bydgoszcz z jej peryferyjną, wtedy niewielką i
ubogą, ale jakże ukochaną dzielnicą Jachcice. To miejsce moich narodzin i mojego szczęśliwego dzieciństwa.
Drugi obiekt moich wspomnień, to Olsztyn-Kortowo, dzielnica studiów, miłości wczesnej młodości trwającej do dziś.
O Kortowie piszę sporo na innych stronach naszej witryny internetowej.
w B Y D G O S Z C Z Y