
strona 15
Rozdział XXIII
Wiosna 1917
Jest dzień 3 marca 1917 roku. Po dokuczliwej zimie słonko pierwszy raz łaskawiej zesłało na ziemię
swoje promienie, jakby przeprosić się chciało z marcem, a pochlebić kwietniowi i roztoczyło jakiś zapach
udzielający się ciału i duszy, rozlewający się w sercu nadzieją lepszych dni i lepszego losu. To pierwsze
promienie wiosny. Wylegliśmy przed ziemiankę i wygrzewamy się w słonku /.../ Z początkiem kwietnia
1917 roku okrojono nam porcje chleba i innych artykułów żywnościowych, jak smalec, słonina, groch,
fasola itp. Długo już o tym krążyły pogłoski, jednak zimą tego nie uczyniono ze względu na zdrowie
żołnierzy, którzy przy marnym odżywianiu się nie byliby tak odporni na dokuczliwe mrozy. Porcje
otrzymywane poprzednio na dwóch - przeznacza się teraz na trzech. Paczki od swoich z domu otrzymują
nieliczni koledzy - i to bardzo rzadko, bo wszyscy prawie pochodzą z miast. Humor spadł do zera. Przy
dzieleniu porcji chleba każdy patrzy jakimś dziwnym i milczącym wzrokiem na okruch, który mu
przypadnie. Nikt jeszcze nie mówi, że ten lub ów ma - zdaje się - większy kawałek, jednak oczy
wszystkich chodzą po każdym kawałku chleba, czy aby tamten nie większy, a jego nie mniejszy.
Zbieramy też każdą kruszynę, a gdyby kto zostawił okruchy, zabrałby je inny z wielkim zadowoleniem.
Skreślono nam również miarkę wódki, którą otrzymywaliśmy zimą, co nas bardzo zmartwiło, bo były to
jednak - gdyśmy wódkę otrzymywali - chwile ogólnego podniecenia, humoru i zapomnienia o wojnie.
Ilość rozdzielanych cygar i papierosów również zmniejszono. Ponieważ nie paliłem, rozdawałem moje
cygara i papierosy kolegom /.../ www.mazurkiewicz.com.pl/jozef.html
CZĘŚĆ DRUGA
W NIEWOLI ANGIELSKIEJ
Rozdział III
W obozie jeńców w Handforth www.mazurkiewicz.com.pl/prad.html
Już miesiąc jesteśmy w Handforth. Życie ułożyło się normalnie, tylko jak zwykle ta sama bieda nas
prześladuje - głód. Bieliznę zmieniać możemy codziennie. Każdy obowiązkowo musi jej mieć dwa
komplety. Często też mamy apel z bielizną. Ciepłą wodę do prania dostajemy w każdej chwili. Nie wolno
nikomu chodzić w brudach i z robactwem. Otrzymałem nowe buty. Żonaci obowiązkowo muszą bardzo
często pisać do domu. Mamy dość bogatą bibliotekę. Czytam bardzo dużo, zrazu romanse, potem inne
dzieła; obecnie - książki naukowe. Mam jedną z astronomii./.../ Porządek dzienny był następujący; rano o
siódmej pobudka, o wpół do ósmej odbiór chleba, marmolady, kawałeczka masła, trochę cukru i kawy.
Około jedenastej liczenie, a o dwunastej obiad. O godzinie szóstej wieczorem dostajemy trochę keksów
i kawy. O dziesiątej spoczynek. Pozostały czas każdy ma dla siebie /.../ Chleba dostajemy pięć uncji
( uncja - około 16 gramów). Jeden chleb pszenny, niecałe półtora funta na ośmiu chłopów. Dzieli stale
jeden z najodpowiedzialniejszych. /.../ Obiad jest wyborny, ale - jak wszystkiego innego - mało.
Wieczorem keksów tyle, aby przez noc nie umrzeć. Zostawiam sobie po dwa - trzy keksy, by zjeść je
przed samym pójściem na spoczynek, bowiem inaczej z głodu nie mogę usnąć. Starzy jeńcy nam mówią,
że dawniej było inaczej. Chleba mieli tyle, że palili go, a baraniny to już wcale jeść nie chcieli. Dopiero gdy
Niemcy zastosowali wojnę na morzach przy pomocy łodzi podwodnych, zaczęły się dla jeńców głodne
czasy. Każdej niedzieli o godzinie dziesiątej przed południem zamiast nabożeństwa mamy koncert,
wykonywany przez bardzo zdolnych muzyków. Jest klarnet, są gitary, mandoliny, skrzypce i mały
bębenek. Orkiestra liczy przeszło dwadzieścia osób. My, katolicy, mamy prawie co wtorek nabożeństwo
w małej kapliczce. Ewangelicy mają swoje nabożeństwa w inny dzień tygodnia. Różne sekty też mają
swoje zebrania. Jakoś wszyscy się dziwnie godzą. Nikt nie mówi, że jego wiara jest lepsza, nikt na
drugiego palcem nie pokazuje, nikt też nie szydzi.../.../
Przy wejściu do sali jadalnej wisi ogromna mapa. Fronty oznaczone są na niej chorągiewkami,
które w miarę sukcesów armii niemieckiej są przesuwane przez "patriotów".
Koniec fragmentów książki "Los żołnierza"
"Los żołnierza" - Jana Mazurkiewicza
ciąg dalszy - fragmenty

Wincenty Mazurkiewicz ( 1938 - 2004 )
Autor "Losu żołnierza" miał dziewięcioro dzieci.
Jednym z najmłodszych był syn Wincenty- brat stryjeczny mego
ojca, który - jak prawdopodobnie żadne inne dziecko - po ojcu
przejął umiejętność kontemplacyjnego patrzenia na życie i wszystko
co z nim związane. Jego dociekania o charakterze społecznym i
światopoglądowym niejednokrotnie prowadziły do wywodów
polemicznych, udokumentowanych licznymi listami i artykułami w
tematycznych periodykach i prasie. W tym miejscu wspominam stryja
Wincentego, gdyż efektem jego właśnie starań - obok jego siostry
Jadwigi - było wydanie "Losu żołnierza" .
O swoim Wuju tak między innymi wspomina krewny Jego żony
Leszek Tryc, który przedyskutował z Nim niejeden późny wieczór:
- Swoją pracę rozpoczął w latach 60-tych w szkole podstawowej w
Okoninach Nadjeziornych /Bory Tucholskie/. Zawsze z nostalgią
wspominał tamte czasy oraz ludzi, których tam poznał. W 1973 roku
rozpoczął pracę w szkole podstawowe w Śliwicach-miejscowości, w
której mieszkał do końca życia. Jako nauczyciel, przywiązywał
wagę nie tylko do merytorycznej strony wykładanego przedmiotu -
do matematyki, ale także - gdy wymagała tego sytuacja - łączył
swoje głęboko ludzkie, humanistyczne podejście do życia z
umiejętnościami pedagogicznymi, w których ucznia postrzegał w
całej złożoności kontekstu jego życia. Ostatnim etapem
nauczycielskiej drogi Wincentego było gimnazjum w Szlachcie,
gdzie - będąc już emerytem - uczył j. angielskiego.
W nauczycielskiej profesji odkrywał swoje głębokie powołanie,
które ubogacając jego człowieczeństwo, przydawało jego
wizerunkowi cech osoby prawdziwie oddanej, wiernej, rzetelnej w
tym do czego został w swym zawodowym wymiarze powołany.
W tych cechach ma także swoje źródło jego zaangażowanie na rzecz
lokalnej społeczności m.innymi w Bractwie Św. Huberta, którego
był członkiem, a także zaangażowanie w promowaniu turystyki w
tak bliskich jego sercu Borach Tucholskich.


Pierwszy od lewej Wincenty Mazurkiewicz
z siostrą Urszulą i bratem Jerzym
Z córką Marią. Ostatnia wspólna Wigilia w 2003 roku.
Kto bliżej znał Wincentego Mazurkiewicza, z pewnością zauważył u niego bardzo refleksyjne, a nawet filozoficzne podejście do
życia. W swej mądrości rozróżniał to, co doczesne od tego, co nieprzemijające. Akcent zawsze stawiał na tym, co wieczne. Był
człowiekiem głębokiej i rozumnej wiary, a przy tym pięknie i mądrze potrafił uzasadniać chrześcijańską nadzieję, która we
właściwy dla siebie sposób przenikała jego życie i kierowała nim. Chrześcijaństwo było dla niego źródłem wszelkich odniesień do
drugiego człowieka. Wyrażało się to zwykle dobrym słowem, życzliwym gestem, przyjaznym uśmiechem, szczerym zatroskaniem
o sprawy innych. Dla Niego żadne spotkanie nie było przypadkowe. Każdy człowiek stanowił dla niego indywidualną wartość.
Nigdy nikogo nie oceniał, nie krytykował, chociaż sam jasno i wyraźnie określał swój światopogląd, głęboko osadzony w wierze
katolickiej. W dzienniku Wincentego znajdują się często powtarzane przez niego słowa: -" Chyba zbyt mało dziwimy się cudom
otaczającego świata" . Przyglądał się im codziennie w swoich wędrówkach. Kochał przyrodę. Bliskich zadziwiał znajomością
takich miejsc, o których istnieniu nie mieli pojęcia. Odkrywał je i przyjmował jako cud stworzenia. Kochał przyrodę, ale przede
wszystkim kochał ludzi. Przyroda była jego ostoją, ludzie natchnieniem-.

^^^ Powrót do góry
<<< Powrót do strony (3)
<<< Powrót do strony (2)
<<< Powrót do początku wspomnień (1)
<*> Strona główna
SPIS TREŚCI
całej książki
str.
Słowo wstępne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . V
Część pierwsza
W armii niemieckiej
Rozdział I - Na zachód . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . . . 3
Rozdział II - W ulewie stali i żelaza . . . . . . . . . . .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7
Rozdział III - W odwodzie . . . . . . . . . . . .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11
Rozdział IV - Na pozycjach pod Arras . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13
Rozdział V - Huraganowy ogień . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . . . . . . . . . . . .. 16
Rozdział VI - Szturm . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19
Rozdział VII - W drugiej linii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 23
Rozdział VIII - Boże Narodzenie na froncie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 24
Rozdział IX - Na froncie wschodnim . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . . . . .. 26
Rozdział X - Rozmówka o wojnie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. 27
Rozdział XI - W pińskich błotach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. 28
Rozdział XII - W marszu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . 31
Rozdział XIII - Znów w okopach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 33
Rozdział XIV - Wśród Austriaków . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 35
Rozdział XV - Zmiana . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 37
Rozdział XVI - Łączyć! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 39
Rozdział XVII - Na pobojowisku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 40
Rozdział XVIII - Uprzątanie pobojowiska . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . . . . .
46Rozdział XIX - Na wypad . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
47Rozdział XX - Na spokojniejszym odcinku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ..
48
Rozdział XXI - W 430 pułku piechoty . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49
Rozdział XXII - Na urlopie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 52
Rozdział XXIII - Wiosna 1917 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 54
Rozdział XXIV - Głód . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 55
Rozdział XXV - Patriotyzm i szowinizm . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 59
Rozdział XXVI - Głodowe lato . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 61
Rozdział XXVII - Znowu na urlopie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. 66
Rozdział XXVIII - W borach poleskich . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 68
Rozdział XXIX - Wyprawa po kartofle . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 70
Rozdział XXX - Pod koniec 1917 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 72
Rozdział XXXI - W 267 pułku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 73
Rozdział XXXII - Znowu we Francji .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 77
Rozdział XXXIII - Napad samolotów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 80
Rozdział XXXIV - W czołowych okopach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 83
Rozdział XXXV - Służba łącznikowa . . . . . . . . . . . . . . .. . . . . . . . . . . . . . 86
Rozdział XXXVI - Rozstanie z Niemcami . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 89
Część druga
W niewoli angielskiej
Rozdział I - Pierwsze chwile w niewoli . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 97
Rozdział II - Na ziemi angielskiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 106
Rozdział III - W obozie jeńców w Handforth . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 108
Rozdział IV - Wiec polityczny w obozie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 109
Rozdział V - Ludzkie namiętności . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 111
Rozdział VI - Praca na roli . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 115
Rozdział VII - Na nowym miejscu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 118
Rozdział VIII - W polskim obozie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 119
Rozdział IX - Ucieczka do Feldham . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 121


Książka o Wincentym Mazurkiewiczu
wydana wspólnie przez Instytut Kaszubski
i Elbląską Uczelnię Humanistyczno-Ekonomiczną
w 2008 roku zatytułowana"Pro memoria Wincenty
Mazurkiewicz (1938-2004)"
jest zbiorem istotnych informacji dot. życia
Wincentego Mazurkiewicza ze Śliwic
/Bory Tucholskie/. Wydawnictwo zawiera listy,
artykuły, wspomnienia, życiorys Jego ojca, zapiski
z przemyśleń, inne ciekawe dokumenty oraz bogaty
zbiór archiwalnych zdjęć. W książce znajduje się
także część III "Losu żołnierza" zatytułowana:
W armii polskiej - autorstwa Jana Mazurkiewicza -
ojca Wincentego.
Materiał do książki zebrał i opracował
prof. Józef Borzyszkowski.
Książka zawiera 592 strony.
Podstronę opracowano- wrzesień 2005
Zaktualizowano 15 stycznia 2011
Strona tytułowa tylna strona książki
/ można powiększyć/